piątek, 11 kwietnia 2014

Koniec.

To koniec tego opowiadania. Nie napiszę już więcej. Czuję, że się wypaliłam. Raz na zawsze. Tyle razy próbowałam zaczynać od nowa, ale czy to ma sens?
Serdecznie przepraszam tych, którzy czytali. Wiem, że zawaliłam po całej linii, ale musicie zrozumieć i uszanować moją decyzję. Chciałabym Wam podziękować za to, że ze mną byliście ze mną, wspieraliście mnie, wierzyliście we mnie.
Dziękuję za wszystko.

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 24

 -Um, jasne. – odpowiedziała szatynka cicho i momentalnie zerwała się z łóżka, kierując się schodami na dół do kuchni.
John spojrzał na Harry’ego.
  -Coś się stało? – zapytał chłopaka. Tak naprawdę sądził, że tak właśnie było. Przecież ta dwójka kiedykolwiek by się na nich nie spojrzało, uśmiechała się i cieszyła życiem. A teraz, kiedy mężczyzna wszedł do jej pokoju, wyglądała na przygnębioną. John musiał się dowiedzieć, dlaczego. Inaczej cały czas by o tym myślał.
  -Nie… bynajmniej ja o niczym nie wiem. – odparł chłopak. Nie powiedział mu, że przerwał im w momencie, kiedy Ivy chciała coś powiedzieć. Była możliwość, że dziewczyna nie chciała, żeby John dowiedział się o tym, o czym on miał się przed chwilą dowiedzieć.
  -W porządku. – odparł mężczyzna niepewnie. Nie był do końca przekonany co do tego, co powiedział Harry, ale sądził, że gdyby bardziej dopytywał, pogorszyłby sprawę. Przecież gdyby coś faktycznie się działo, to dowiedziałby się o tym jako pierwszy, prawda? Nie było potrzeby zamartwiania się takimi szczegółami. Pewnie Ivy była po prostu zmęczona.
Chwilę później w pokoju pojawiła się również dziewczyna.
  -Wszystko ustawiłam, za jakieś piętnaście minut będzie gotowe. – powiedziała, co John zatwierdził tylko kiwnięciem głowy. Następnie wyszedł z pomieszczenia, zostawiając ich samych.
Harry poklepał miejsce obok siebie, więc Ivy tam usiadła. Wziął jej obie ręce w swoje i spojrzał jej w oczy.
  -Kochanie, wszystko w porządku? Powiedz to, co miałaś powiedzieć. – odparł delikatnie i ścisnął jej dłonie.
Jak jeszcze pięć minut temu dziewczyna miała odwagę, żeby wyjawić mu swój sekret, tak teraz poczuła, że nie jest to odpowiedni moment. Za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Nie była jeszcze gotowa.
  -Nie, już jest okej. – uśmiechnęła się delikatnie, żeby przykryć zdenerwowanie. – w sumie to nawet nie było takie ważne.
  -Na pewno? Wiesz przecież, że mi możesz wszystko powiedzieć.
  -Na pewno. – zapewniła, następnie nachyliła się do niego i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Momentalnie poczuła się dobrze. Tak, jakby była we właściwym miejscu o właściwym czasie.
Chwilę później odsunęła od niego swoją głowę i po prostu wtuliła się w jego ramiona. Nie chciała teraz o niczym rozmawiać. Pragnęła poleżeć w ciszy, nie przejmując się niczym. Po prostu leżeć razem z Harrym. Nie potrzebowała niczego, kiedy miała jego. On był jej wszystkim.
Kiedy leżeli w błogiej ciszy, zadzwonił telefon. Chłopak z początku nie chciał odbierać, twierdząc, że pewnie znowu dzwoni Simon, ale Ivy poprosiła go, żeby to zrobił. Kiedy wyciągnął komórkę z kieszeni, a na wyświetlaczu widniało imię jego najlepszego przyjaciela, uśmiechnął się szeroko.
  -Mógłbyś mi z łaski swojej powiedzieć, gdzie jesteś? Stoimy pod twoim domem już od jakiegoś czasu. Pytałem Anne, ale usłyszałem tylko, że nie ma pojęcia.
  -Również miło cię słyszeć, Louis. – odparł Harry.
  -Tak, tak… To… gdzie jesteś? – wypytywał zaciekawiony.
  -U Ivy… Ale zaraz, co wy robicie pod moim domem?! Przecież trasa właśnie trwa.
  -Tak, ale Londyn też należy do tej trasy. A z racji tego, że przyjechaliśmy trochę wcześniej i koncert mamy dopiero jutro, to stwierdziliśmy, że cię odwiedzimy. – powiedział podekscytowany. – Więc nie wiem, jak to zrobisz, ale za dwadzieścia minut cię widzę! To do zobaczenia! – rozłączył się, zanim Harry zdążył powiedzieć chociażby słowo.
Westchnął głośno.
Jasne, chciał zobaczyć przyjaciół, ale nie mógł teraz zostawić Ivy. Niedawno przyjechał. Miał tylko jedno wyjście.
  -Chciałabyś poznać chłopaków z zespołu? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
Dziewczyna podniosła głowę i również się uśmiechnęła.
  -Jasne, czemu nie. – odparła.
       *
Przejazd do domu Harry’ego nie zajął im dużo. Zaskakująco mało samochodów krążyło teraz ulicami, więc nie minął nawet wyznaczony przez Louisa czas, a znaleźli się pod bramą wjazdową do domu Stylesa. Ivy cały czas wypytywała go, co będzie, jak chłopcy jej nie polubią. Harry uważał, że to niemożliwe, bo była tak kochaną osobą, ale sam fakt, że ona tak się denerwowała powodował uśmiech na jego twarzy. Collins po prostu chciała wypaść jak najlepiej przed jego przyjaciółmi. Ale on wiedział, że dziewczyna nie ma się czym przejmować. Na pewno wyjdzie idealnie.
 Podjechali po sam dom, momentalnie pod samochód podbiegła czwórka z zespołu. Na ich twarzach malowało się podekscytowanie. Kiedy Harry i Ivy wysiedli z auta, reszta nieco się zdziwiła na przyjazd dziewczyny. Jednak zaskoczenie nie trwało długo. Już sekundę później każdy z nich podszedł do niej i przywitał się, mówiąc przy tym swoje imię. Prawdę mówiąc to nie musieli tego robić, bo chcąc nie chcąc, Collins znała ich imiona z telewizji czy młodzieżowych czasopism. Ale teraz byli tu prywatnie, nie służbowo, więc pewnie nie było to dla nich nic dziwnego.
  -Harry mówił, że jesteś ładna, ale nie sądziłem, że aż tak. – powiedział Louis, na co Ivy się zaśmiała.
  -Tomlinson, zwolnij. Pamiętaj, jesteś z Eleanor. – odparł w żartach Liam.
  -Co dzieje się w domu Styles’ów, zostaje w domu Styles’ów. - Louis poruszył brwiami. – Dobra, już nic nie mówię, bo zaraz zostanę ofiarą morderstwa popełnionego przez Harry’ego. – powiedział skruszony, wszyscy się zaśmiali.
  -To co, może chodźcie do ogrodu? – zaproponował Styles.
Cała szóstka ruszyła w wyznaczone miejsce. Kiedy już się tam znaleźli, pozajmowali poszczególne miejsca na hamakach czy leżakach.
  -Jak tam trasa? – zapytał Harry. Bardzo go to ciekawiło.
  -Genialnie jest! – wykrzyknął Niall. – chyba jeszcze nigdy nie jadłem tyle dobrego jedzenia. Człowieku, żebyś ty wiedział jakie dobre rzeczy mają we Włoszech! A ta ich pizza! Kocham ten kraj, naprawdę!
  -Pytałem o fanów i koncerty, ale twoje informacje są również bardzo, bardzo przydatne. – powiedział Styles z uśmiechem.
  -Słyszeliśmy, że Simon do ciebie dzwonił. – zaczął Zayn.
  -Tak, szczerze powiedziawszy ta rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych. – westchnął Harry na wspomnienie dzisiejszego ranka.
  -O co mu tak dokładniej chodziło? Bo nam powiedział, że jesteś uparty i że sodówka uderzyła ci już do głowy. Oczywiście w to nie wierzymy, ale chcielibyśmy wiedzieć o co poszło, skoro wyjechał z takimi zarzutami.
  -Głównie to miał pretensje o to, że wychodzę z domu. Rozumiecie to? Cała rozmowa opierała się na tym, że nie powinienem tego robić, bo nie tak ustaliliśmy. Okej, wiem, że trzeba coś wymyślić, żeby nie mówić fanom i wszystkim innym prawdy, ale do cholery za kogo on się uważa, żeby mówić mi z kim i gdzie nie mogę wychodzić!
  -Co masz na myśli mówiąc z kim? – zapytał Niall.
  -Stwierdził, że nie powinienem wychodzić z Ivy. Ale to już zamknięty temat, nawet nie przemknęło mi to przez myśl, żeby podporządkować się do tej prośby.
Collins momentalnie posmutniała. Czy to tak naprawdę wygląda? Czy ktoś jest zły o to, że spędza czas z Harrym? Może powinni przestać się spotykać na jakiś czas? Dla dobra jego kariery.
Chłopak chyba zauważył, że dziewczyna zmarkotniała trochę po jego słowach, więc chwycił ją za rękę i ścisnął ją, chcąc dać jej znak, że jest przy niej. Zawsze tak robił.
  -Nie ma mowy, Ivy. – szepnął cicho. Tak, aby tylko ona mogła usłyszeć. Chyba podejrzewał, o czym myślała. Na jego słowa uśmiechnęła się delikatnie.
  -Odbija mu, bo staje się najbardziej krytykowaną osobą w Wielkiej Brytanii. Chce, żeby każdy mu się podporządkowywał, nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś może się mu kiedyś sprzeciwić. Na twoim miejscu nie przejmowałbym się tym zbytnio. Simon jak to Simon, obrazi się na trochę, ale potem już jest w porządku. – powiedział Louis
  -Wiesz, nie sądzę, żeby tym razem również było tak łatwo. – westchnął Harry.
  -Dlaczego niby?
  -Powiedziałem mu, że nie mam zamiaru przedłużać kontraktu.
  -CO? – zapytał Tomlinson, robiąc przysłowiowego „karpia”.
 Harry przygryzł wargę.
Dopiero teraz zorientował się, że mógł tego nie mówić. Niepotrzebnie martwił tylko kumpli z zespołu. Jednak kto inni jak nie oni zrozumie go w tej sytuacji?
  -Tak. Nie wiem, czemu to powiedziałem. To pierwsze przyszło mi na myśl. Nie wiem, co tak naprawdę zrobię. Nie myślę o tym. Po prostu nie jestem stuprocentowo pewny tego, co będzie za dwa miesiące. – odparł Styles. Reszta One Direction popatrzyła po sobie.
  -Szanujemy każdą twoją decyzję, Harry. Wiesz o tym. Ale proszę cię, pomyśl o tym jeszcze, w porządku? – poprosił Liam.
  -Jasne.
Przez chwilę panowała cisza. Nikt się nie odzywał. Jednak nie była to niezręczna cisza. Po prostu tak było im w tej chwili wygodnie. Odpoczywali.
 Po jakimś czasie odezwał się Zayn.
  -Wiesz, ostatnio coraz częściej rozmawiamy o tym, co będziemy robić kiedy skończy się pierwsza część trasy. Będzie już listopad, nie za fajna pogoda tu, w Londynie. Jednak myśleliśmy o tym, żeby wszyscy razem pojechać na Bahamy. Ivy też będzie mogła jechać, bo bierzemy Perrie i Eleanor. Będzie fajnie! Co ty na to? – zapytał.
Harry nie zastanawiał się za długo. To był genialny pomysł! Mogli wtedy spędzić trochę czasu razem, a Ivy będzie mogła poznać dziewczyny.
  -Jasne! – wykrzyknął. – Ivy, zgadzasz się?
Zwrócił się do Collins. Zauważył, że jest wpatrzona w jakiś punkt w oddali a po jej policzku spływała łza. Bardzo go to zszokowało, przecież nie stało się nic, co mogłoby ją urazić.
  -Hej, kochanie. Co jest? Powiedziałem coś nie tak? – zapytał z troską w głosie.
Dziewczyna dopiero teraz spojrzała na niego.
  -Wszystko jest nie tak. – wyszeptała i zerwała się z hamaka, na którym obaj siedzieli. Pobiegła gdzieś w stronę bramy wejściowej.
Harry długo się nie zastanawiał. Musiał dowiedzieć się, co się stało. Przecież Ivy nie płakała tak bez powodu. Ruszył biegiem w jej stronę. Dogonił ją tuż przed bramą wjazdową.
Chwycił ją za rękę i szarpnął, żeby odwrócić ją w jego stronę. Spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
  -Co się stało? Błagam, powiedz mi. Chodzi o to, że nie chcesz jechać? Jeśli tak, to powiedz, nic nie szkodzi. Zostaniemy w domu, jeśli tylko chcesz. Ale powiedz. Po prostu powiedz.
  -Nie chodzi o to, że nie chcę jechać. – szepnęła. – Ja nie będę mogła jechać.
  -Jak to nie będziesz mogła? Chodzi o pieniądze? Spokojnie, ja funduję ten wyjazd. – powiedział szybko.
  -Nie, nie chodzi o to. Ja… Harry, ja jestem chora.
  -Spokojnie, ten wyjazd jest za prawie cztery miesiące, żadna choroba nie trwa tak długo, zdążysz się wyleczyć. – uśmiechnął się do niej.
  -Nie, Harry, nie rozumiesz. Jestem chora. – zaakcentowała każde słowo.
I wtedy to do niego dotarło.
  -Ale…
  -Zostały mi dwa miesiące życia.

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 23

        Harry siedział w swoim wielkim ogrodzie, jego myśli krążyły po jego głowie z prędkością światła. Cały czas rozpamiętywał zeszły wieczór, kiedy stało się to, na co od niedawna tak bardzo czekał. Pocałował Ivy. I podobało mu się, nawet bardzo… Co tam! To była najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mu się w całym jego życiu. Bo wreszcie miał kogoś, przy kim czuł się dobrze i swobodnie, kogoś, kto nie spędzał z nim czasu tylko dlatego, że jego nazwisko widniało na szczycie listy najbogatszych Brytyjczyków. Znalazł szczęście, jedyne, najprawdziwsze, które już nigdy nie miało mu być odebrane, nie pozwoliłby na to!
  Dzisiaj się spotykali. Jednak tym razem nie był to jego dom, ale mieszkanie Johna. Ivy poprosiła go, czy wyjątkowo nie mogliby się tam umówić. Nie wiedział skąd ta nagła zmiana planów, ale szczerze nie interesowało go to. Najważniejsze, że mógł ją zobaczyć, porozmawiać o wszystkim a zarazem o niczym. To było najpiękniejsze.
 Podsumowując ostatnie kilka dni, wszystko się zmieniło. Ludzie, z którymi na początku lata miał najgorsze relacje, teraz stali się mu bliscy. Jego mama, potem Ivy… To w sumie dzięki niej. To ona nauczyła go, że chwilę są ulotne, że trzeba przebaczać i że warto zaryzykować. Kiedyś nie sądził, żeby jego relacje z matką mogłyby być tak dobre. Sądził, że nic już się nie zmieni. Nawet miał już plan opuszczenia Londynu po odbywającej się właśnie trasie. Ale teraz już nie musi. Bo wszystko jest okej i będzie okej. Wiedział to.
 Kiedy tylko wyszedł z ogrodu z zamiarem skierowania się do auta, jego mama go zatrzymała. Nie podobało mu się to, chciał się jak najszybciej znaleźć w domu Johna. Jednak musiał zachować się dojrzale, jak „nowy” Harry, którym przecież był.
  -Gdzie byłeś? Simon do ciebie dzwonił, prosił, żebyś jak najszybciej do niego oddzwonił. – powiedziała Anne i podała mu jego telefon do ręki.
Cóż, najwidoczniej nie miał wyboru. Wybrał numer Cowella i wsłuchiwał się w piosenkę lecącą podczas oczekiwanie na połączenie.
  -Ktoś tu jest chyba sekretnym Belieberem. – Harry uśmiechnął się słysząc Beauty and a Beat jako piosenkę lecącą w oczekiwaniu na połączenie.
Kilka sekund później odezwał się męski głos.
  -Halo?
  -No cześć wujaszku, nie wiedziałem że lubisz Biebsa. Załatwić ci autograf? – zapytał Styles śmiejąc się.
  -Nie mam nastroju na żarty, ty też nie powinieneś mieć. – warknął Simon.
Harry uniósł jedną brew. Cóż, ton Cowella nie zwiastował niczego dobrego, więc postanowił, że będzie udawał niewiniątko, nie wiedzące o co chodzi. Chociaż w gruncie rzeczy nie musiał udawać, naprawdę nie zdawał sobie sprawy co znowu mógł zrobić i do czego Simon mógł się przyczepić.
  -O co chodzi? – zapytał szatyn przygryzając dolną wargę.
  -Harry, błagam, nie udawaj głupiego. Nie mam czasu ani chęci, żeby bawić się w te podchody.
Zaczynało go już to irytować. Simon miał to do siebie, że jak już się uparł, to trzymał się tego. Żadna inna wersja go nie interesowała, tym razem nie było inaczej. Jednak chłopak nie chciał po raz kolejny ulegać, za dużo razy to robił.
  -Uwierz, ja też. – warknął Styles. – więc z łaski swojej mógłbyś mi powiedzieć, o co ci chodzi i zamkniemy temat, przez co i ty i ja będziemy szczęśliwsi.
Kiedy to powiedział, Cowell głośno westchnął. Tak, jakby chciał wyrazić swoją dezaprobatę.
  -Okej, a więc słuchaj uważnie bo nie będę dwa razy powtarzał. Wiem, że byłeś wczoraj z tą swoją dziewczyną, Allie…
  -Ivy. – poprawił go Harry.
  -Nie ważne. – odburknął Simon, na co Styles przewrócił oczami. – w każdym razie byłeś z kimś, z kim nie powinieneś być. W ogóle nie powinieneś wychodzić na dwór, przecież wiesz, jaką wersje znają media. A przez ciebie wszystko się komplikuje. Kiedy ktoś mnie pyta co z tobą, nie wiem, co powiedzieć, bo jesteś na tyle uparty, że nie chcesz trzymać się oficjalnej wersji. Więc może zastanów się nad sobą i przede wszystkim odkręć to, co teraz krąży po internecie, bo inaczej tego pożałujesz.
Kiedy mężczyzna skończył swój monolog w Harrym aż się zagotowało. Czy Simona już do reszty popierdoliło?! Gdzie ten pomocny wujek, jak to zwykli go nazywać? Teraz stał się łakomy na pieniądze, które miał dzięki nim. A kiedy coś poszło nie tak? Zamiast spróbować załatwić to na spokojnie, wszystko zaczynało się kłótnią. Styles miał już tego dosyć.
  -Zabawny jesteś, naprawdę. Myślałem, że odpowiadasz tylko za to jakie i kiedy wydajemy nowe płyty. W umowie nie było nic na temat kontrolowania naszego życia, więc może zacznij się do niej podporządkowywać. Taka mała rada na przyszłość. I nawiązując do twoich poprzednich słów to nie możesz zakazać mi wychodzić z domu. To jest przesada, Simon. Pamiętaj, że kontrakt wygasa za dwa miesiące i ja nie mam obowiązku go przedłużać. – Harry rozłączył się.
Sam nie wiedział, dlaczego to wszystko powiedział, ale po prostu musiał to wszystko wyrzucić z siebie. Za długo to trzymał w ukryciu. Już od dawna zbierał się, żeby powiedzieć Simonowi wszystko to, co o nim myśli. A teraz kiedy Cowell wspomniał o Ivy i o tym, że nie powinien się z nią spotykać to było przegięcie. W ogóle go nie interesowały konsekwencje z tego, co powiedział. Stało się. I co najlepsze, nie żałował, ani trochę.

                             *
Ivy była świadoma, że musi powiedzieć Harry’emu, ale po prostu nie mogła się na to zdobyć. To było za trudne. Wiedziała, że odejdzie, kiedy się o tym dowie. Pewnie ona zrobiłaby tak samo, gdyby była na jego miejscu. A kiedy on odejdzie, jakaś cząstka jej odejdzie razem z nim. Jednak lepiej, żeby znał prawdę. Nie chciała go okłamywać. Zdecydowała, że dzisiaj mu powie. Niech się dzieje, co chce. Miała nadzieję, że będzie dobrze, ale jak to mówią nadzieja matką głupich.
Kiedy czarny Range Rover podjechał pod jej dom, uśmiechnęła się delikatnie. Zawsze tak reagowała na jego widok. To była naturalna reakcja. Kiedy wszedł do środka, rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła. Chwilę później ich usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Momentalnie w brzuchu Ivy pojawiło się stado motyli i poczuła, że jest właśnie w tym miejscu i przy tej osobie, przy której powinna być. Jednak jej radość musiała się trochę ostudzić, gdyż wiedziała, że musi z nim porozmawiać na pewien ważny temat.
  -Chodźmy na górę. – zaproponowała i chwytając Harry’ego za rękę, pociągnęła go po schodach do swojego pokoju. Kiedy już się tam zjawili, usiedli na jej łóżku.
  -Miło jest cię widzieć. – zamruczał Styles i kolejny raz ją pocałował. To było niesamowite uczucie. Harry był pierwszym chłopakiem, z którym się umawiała, co bardzo ją cieszyło, gdyż nie musiała cierpieć w innych związkach. Teraz wiedziała, że tak nie będzie. Pasowali do siebie zbyt mocno, jak elementy układanki.
Kiedy już oderwali się od siebie, Ivy spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
  -Tak bardzo mi na tobie zależy, pamiętaj o tym. – szepnęła i uśmiechnęła się delikatnie.
Wyraz twarzy Harry’ego momentalnie się zmienił. Teraz gościło na niej zorientowanie.
  -Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony.
Ivy jeszcze przez chwilę się nie odezwała. Wahała się. Może lepiej nie powinna mu mówić? Przecież mogła wyjechać, on o niczym by się nie dowiedział. Żyłby w błogiej nieświadomości.
Nie!
Przecież już postanowiła, nie może teraz wszystkiego mieszać.
  -Muszę ci coś powiedzieć… coś ważnego. I może wstrząśnie to tobą. Na pewno to tobą wstrząśnie. I z góry przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej, nie mogłam, nie potrafiłam. Ja… – zaczęła się jąkać, a jedna duża łza spłynęła po jej policzku. Harry starł ją kciukiem, a następnie ją przytulił.
  -Shh… spokojnie, kochanie. – szeptał w jej włosy.
Działo się coś złego. Był tego pewien i właśnie przez to jego żołądek ściskał się, a w gardle pojawiła się gigantyczna gula. Tylko na razie nic nie mógł zrobić, nie wiedział o co chodzi.
  -Błagam, powiedz. Jakoś sobie z tym poradzimy, obiecuję. To na pewno nic strasznego, pewnie jakaś błahostka, którą niepotrzebnie się przejmujesz. – starał się ją uspokoić, chociaż sam nie do końca wierzył w słowa, które wypowiadał. Gdyby to była błahostka, to Ivy nie zachowywałaby się tak i nie czekałaby tak długo z opowiedzeniem mu, o co chodzi.
Dziewczyna odsunęła się od niego tak, aby mogła spojrzeć mu w oczy.
  -Ja…
Nie dokończyła, bo drzwi do jej pokoju raptownie się otwarły, a w nich pojawił się John.
  -Ehm, Ivy? Mogłabyś pomóc mi z ustawieniem piekarnika? – zapytał.
Nie był świadomy w jak bardzo nietaktownym momencie im przerwał.


wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 22

                John nie spodziewał się tego zobaczyć, kiedy chciał sprawdzić, kto właśnie podjechał pod jego dom. Stał tam czarny Range Rower. Niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przed nim Ivy całowała się z Harrym. Tak, całowała się. I okej, to przecież normalna sprawa. W tej chwili robi to pewnie połowa nastolatków na świecie. Tyle, że… to jego córeczka. Jego mała córeczka, dla której chciał jak najlepiej i nie był pewny, czy Styles będzie w stanie się nią należycie zaopiekować. To jest muzyk, John dokładnie wiedział, jacy oni są. Nie chciał popadać w stereotypy, ale taka była prawda. Kiedy jest się w najpopularniejszym zespole na świecie, nie myśli się logicznie. Kiedy koncertują, zewsząd otaczają go przecież młode dziewczyny, nie trudno zatracić się w jednej z nich, z nadzieją, że nikt się nie dowie, kiedy zrobi coś nietaktownego. A tak może się stać. To oczywiste. Nie chciał, żeby Ivy była nieszczęśliwa. Już dużo złego wyrządził, w ogóle nie pojawiając się w jej życiu. Chciał to teraz naprawić. Chciał być najlepszym ojcem, jakim kiedykolwiek mógłby być. Bo ona zasługiwała na najlepsze. Niestety nie miała w życiu zbyt wielkiego szczęścia. Wychowywała się bez ojca, pomimo tego, że John starał się wysyłać im jak najwięcej pieniędzy, to ciągle im ich brakowało. Dodatkowo jeszcze teraz śmierć Jamie. To był dla niej jak nóż w plecy. Dobrze, że Harry tu był… No właśnie. A co jeśli ten chłopak naprawdę może jej pomóc, a John niepotrzebnie osądza go przez pryzmat większości? W sumie jest miły, a przede wszystkim traktuje Ivy jak należy. Może warto dać mu szanse? Mężczyzna postanowił tak zrobić.
Trzask zamykanych drzwi wyrwał go z rozmyślań. Do domu weszła Ivy. Na jej twarzy gościł wielki uśmiech, nawet jej oczy się śmiały. Momentalnie w jego sercu zrobiło się ciepło. Była taka piękna, kiedy się uśmiechała. Tak bardzo przypominała swoją matkę. Czasami aż za bardzo.
  -Jak tam? – zapytał.
  -Dobrze. Bardzo. – odpowiedziała, starając się nie wkładać w to zbyt wielu emocji.
  -Cieszę się.
Brązowowłosa spojrzała na niego badawczo.
  -Przyznaj się, że podglądałeś!
  -Co? Ja? Nie… ja… - próbował się wytłumaczyć, ale wychodziło mi to raczej nieudolnie.
  -Och, już dobrze. Nie jestem aż tak bardzo zła. Na przyszłość, kiedy następnym razem będziesz chciał sobie popatrzeć, zgaś światło w pokoju. – powiedziała dziewczyna rzeczowo, po czym uśmiechnęła się. – Wiem, że może to nieprzyzwoite mówić to w tym okresie, ale… jestem naprawdę szczęśliwa. Czy mam prawo? Przecież…
Nawet nie zdążyła dokończyć, a już wtrącił się John.
  -Oczywiście, że masz prawo. Każdy je ma. To, że ostatnio nie jest zbyt ciekawie, nie oznacza, że masz się tym zadręczać do końca życia. Jamie na pewno nie chciałaby, żebyś tak robiła. Pamiętaj, że zależało jej przede wszystkim na twoim szczęściu. A skoro tak jest, ona również jest szczęśliwa. – mężczyzna uśmiechnął się.
  -Tak sądzisz? – zapytała.
  -Jasne, że tak.
Ivy podeszła do niego i przytuliła się.
Tak bardzo cieszyła się z tego, że jednak nie jest sama, że ma kogoś, na kim może bezwarunkowo polegać i kto wesprze ją w nie wiadomo jak trudnych dla niej chwilach. To naprawdę bardzo dużo dla niej znaczyło.
  -Wiesz, bardzo cieszę się twoim szczęściem, ale sądzę, że… powinnaś powiedzieć Harry’emu o pewnych sprawach. O tobie.
Kiedy John to wypowiedział, dziewczyna momentalnie oderwała się od niego.
  -O czym ty mówisz? – zapytała.
  -Wiesz, o czym.
Wiedziała. Wiedziała i to aż za dobrze. Jednak nie chciała teraz o tym rozmawiać. Była szczęśliwa, ten dzień był cudowny i nie chciała niszczyć go tą rozmową. Jednak chyba nie miała wyjścia.
  -Nie powiem. Nie mogę. Nie jestem… - motała się.
  -Co nie jesteś? Ivy, kocham cię, ale teraz zachowujesz się jak głupie dziecko. – powiedział dobitnie mężczyzna, czym sprawił, że Collins miała wrażenie, jakby dostała mentalnego kopa w brzuch. Od razu poczuła, że jej policzki czerwienieją.
  -Co?! Jak dziecko?! Naprawdę?! Cóż, muszę cię uświadomić, że jestem już dorosła, a ty chyba przegapiłeś okres, kiedy mogłeś mi rozkazywać. Zakochałam się, czy to coś złego?! – wybuchła. Sama nie wiedziała jak to się stało, po prostu nie chciała dopuścić do tego, aby zrobić to, o czym mówił John. Nie mogła tak po prostu wszystkiego zniszczyć. Nie była na to gotowa.
  -To skoro jesteś dorosła, to zachowuj się jak na dorosłą przystało.
  -Co masz na myśli? – Ivy przełknęła ślinę.
  -Powiedz mu, zanim będzie za późno.
  -Ale ja… ja… - dziewczyna zaczęła się jąkać.
  -Powiedz, tak będzie lepiej.
*
Mijała kolejne ulice Londynu, zmierzając donikąd. Pomimo, że było już strasznie późno, a mrok ogarnął całe miasto, nie bała się. Było to w sumie coś nowego, bo z reguły w takich sytuacjach szybko przebiegła by do miejsca, do którego ma się udać, szczęśliwa z tego, że jest już bezpieczna i nic jej nie grozi. Ale nie dziś, nie teraz. Musiała przemyśleć parę spraw, a najłatwiej jej było myśleć z dala od Johna, przypominającego jej stale, że zachowuje się jak dziecko. Ale w sumie, choć ciężko jej było to przyznać, to była to prawda. Tak się zachowywała. Jak nieodpowiedzialne, małe dziecko, któremu zależy tylko i wyłącznie na swoim własnym interesie. Ale co miała zrobić? Powiedzieć Harry’emu? A co jeśli to by wszystko zniszczyło? Wtedy nie miałaby już nic. On na pewno nie chciałby dłużej utrzymywać z nią kontaktu. Była tego pewna. A był jej potrzebny. Nie sądziła, by mogła dłużej funkcjonować bez niego przy jej boku. Niby banalne, ale to prawda. Przez tak krótki czas stali się dla siebie czymś więcej niż tylko dwójką przyjaciół. Miała wrażenie, że byli zagubionymi duszami, które w końcu, po latach szukania, odnalazły siebie i już nigdy nie miały istnieć bez tej drugiej części.
Zaczęło padać. Ivy przeklęła w duchu za te uroki brytyjskiej pogody. Zaczęła biec, chcąc znaleźć się jak najszybciej w domu. Ale tak się nie stało. Sama nie wiedziała jak do tego doszło, ale jej nogi doprowadziły ją na cmentarz, na którym leżała jej matka. Już chciała zawrócić, ale w ostatniej chwili pomyślała, że to w sumie nie najgorszy pomysł. Mama zawsze dawała jej pomocne rady, dlaczego nie miałoby być tak teraz? Wierzyła, że ta wizyta w jakiś sposób zrobi jej dobrze.
Nadusiła na dużą, masywną klamkę od bramy. Ta skrzypnęła niebezpiecznie, jakby miała się zaraz zawalić, jednak tak się nie stało. Brązowowłosa weszła i skierowała się w miejsce, w którym znajdował się grób jej mamy. Cały czas padało, ale teraz nie miało to już znaczenia. Miała wyższy cel, więc nie zwracała uwagi na szczegóły.
Kiedy stanęła przed tabliczką z zapisanym imieniem i nazwiskiem jej mamy, szybko się pomodliła. Następnie usiadła na małej ławeczce, która stała obok.
  -Proszę, powiedz mi, co zrobić. Ja wiem, że muszę mu kiedyś powiedzieć, ale… nie chcę teraz. Nie chcę tego niszczyć. To za szybko. A co, jeśli on odejdzie? Mógłby odejść, miałby do tego idealny pretekst. Bo przecież kto by zechciał kogoś takiego… Ale jeśli mu nie powiem, a on dowie się tego, ale nie ode mnie, również może odejść. Pewnie stwierdzi, że nie warto, jeśli nie mówimy sobie wszystkiego. To wszystko jest jak błędne koło. Proszę, powiedz, co mam zrobić. Daj mi jakiś znak. – wyszeptała, jednak nic szczególnego się nie stało. Cały czas padało, a wiatr wiał tak samo mocno, jak wcześniej. Nic poza tym.
 Ivy westchnęła głośno i już chciała wracać do domu, kiedy coś ją zatrzymało.
  -Słuchaj głosu swojego serca. – powiedział jakiś kobiecy głos z nią.
Dziewczyna momentalnie się obróciła. Jednak nikogo tam nie było.
Pomimo tego, że powinna się teraz wystraszyć, nawet nie drgnęła. Coś w środku mówiło jej, że nic złego jej nie grozi.
  -Postaram się. – odpowiedziała cichutko Ivy.

~~***~~
Tak, to ja, postanowiłam kontynuować :)
A więc na wstępnie przepraszam za krótki rozdział, po prostu wyszłam już trochę z wprawy, kolejny będzie dłuższy (obiecuję!). Po prostu chciałam dodać w Wigilię ;)
A jeśli już mowa o Wigilii i świętach, to życzę Wam, abyście spędzili ten czas z rodziną, przyjaciółmi i wszystkimi tymi, których kochacie, żebyście odpoczęli trochę od szkoły (bo chyba wszystkim nam już dała porządnie w kość), żebyście poczuli tą magię świąt i cieszyli się swoimi prezentami. Żebyście najlepiej jak tylko się da spędzili sylwestra. Żebyście w przyszłym roku spełnili wszystkie marzenia, te większe jak i te mniejsze, żebyście byli szczęśliwi i osiągnęli wszystko to, na czym Wam zależy. Kocham Was, skarby ! <3




niedziela, 15 grudnia 2013

.

Cześć kochani.
Wiem, zawaliłam po całości, nie dając chociażby najmniejszego znaku życia przez ponad pół roku. Miałam ciężki okres. Musiałam uporać się z wieloma problemami. Nieraz chciałam wejść i coś napisać, ale po prostu nie mogłam. Nie chciałam.
Teraz już jest lepiej, tak sądzę. Wpadłam na pomysł, żeby kontynuować pisanie tego bloga, ale teraz już nie wiem, czy jest dla kogo. Pewnie połowa z Was już dawno o mnie zapomniała, nie dziwię się. Sama bym zapomniała. Mam więc do Was pytanie, chcecie, żebym wróciła? Jeśli tak, to zagłosujcie w ankiecie po prawej stronie :)
Dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że to nie ostatni post :)
Kocham Was <3

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 21


Słońce pomału chowało się za horyzont, wokół panował spokój i cisza, która co jakiś czas była mącona przez ich rozmowy. O czym? Tak naprawdę o niczym. Płynnie przechodzili z jednego tematu do drugiego, nie zostając na dłużej przy żadnym z nich. Po raz kolejny stracili poczucie czasu. Zawsze tak było. Gdy się spotykali nic innego się nie liczyło. Jednak pomimo, że obaj tak twierdzili, to żadne z nich by się do tego głośno nie przyznało. Bo co by powiedział ten drugi? Czy by zrozumiał?
  -… wiesz, myślałam, że nie mam ojca, a tu nagle okazuje się, jednak tak. To dziwne. Bo z jednej strony pogodziłam się, że nie mam rodziców, ale z drugiej strony tak bardzo się cieszę. Bo mam kogoś. Kogoś z kim mogę porozmawiać, powierzyć sekret i bez względu na wszystko zaufać, że nikomu nie powie, bo jest moją rodziną. To cudowne uczucie.
  -Szczerze powiedziawszy nadal nie mogę uwierzyć, że John jest twoim tatą. Ale to dobrze. Cieszę się razem z tobą. – uśmiechnął się delikatnie.
Szatynka odwzajemniła ten drobny gest.
  -A co z twoją rodziną. Powiedziałeś mi tylko o twojej mamie.
Wyraz twarzy szatyna momentalnie się zmienił. Po uśmiechu już nie było już ani jednego śladu. Został tylko ból, dostrzegalny już na pierwszy rzut oka.
  -Przepraszam za to pytanie, nie powinnam była. – zmieszała się Ivy. - Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać.
  -Nie, nie szkodzi. Ja tylko… - zaczął nerwowo skubać koc, jednak gdy zorientował się, co robi, natychmiast przestał. – Wiesz, nie miałem łatwo. Pewnie pomyślisz sobie – tak jasne, teraz tak mówisz, ale pewnie życie miałeś usłane różami. Otóż nie. O mamie już wiesz i szczerze powiedziawszy to było to nic w porównaniu z tym, co wyprawiał ojciec kiedy byłem malutki. Bo on mnie nie chciał. Już z samego początku mówił Anne, żeby usunęła ciąże, jednak ona jakimś cudem się nie zgodziła. Powiedziała, że jeżeli chce może odejść, ona da sobie radę sama. Z początku twierdził, że zostanie i wszystko jakoś się ułoży. Jednak po roku wychowywania mnie, zrezygnował. Stwierdził, że to nie dla niego i po prostu zwiał. Jak zwykły tchórz, który bał się, że większa odpowiedzialność może go przerosnąć… Moja mama bardzo dobrze dawała sobie radę. Wszystko pomału zaczynało wracać do normy, kiedy po czterech latach pojawił się on. Wkroczył do naszego życia z brudnymi butami, nie pytając nas nawet o zdanie. Zamieszkał z nami. Mama protestowała, ale on twierdził, że lepiej będzie, jeżeli będzie obecny w życiu syna. Później okazało się, że po prostu się stoczył i nie miał już gdzie mieszkać… Nikt nie mógł wywalić go z naszego mieszkania, bo tak naprawdę nie był odmeldowany. Cały czas prawnie był jednym z lokatorów. A więc nic nie mogliśmy zrobić. Z początku nawet nie było najgorzej. Pracował dorywczo, więc sam zaczął się utrzymywać. Podejrzewałem nawet, że skoro miał już pieniądze, niedługo się od nas wyprowadzi. Myliłem się i to bardzo, bo nie zrobił tego. W zamian to zaczął się na nas wyżywać. Bił moją matkę i mnie, gdy tylko coś było nie po jego myśli. Mieliśmy już wszystkiego dość. Jednak po raz kolejny nic nie mogliśmy zrobić. Wyprowadzka nie wchodziła w grę, bo nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy… Po kilku miesiącach zdarzyło się coś, co sprawiło, że nie mieliśmy innego wyjścia. Pewnego dnia wieczorem wszedł do mojego pokoju i zaczął ze mną rozmawiać. Bardzo się wtedy zdziwiłem, bo nie używał żadnych wulgaryzmów ani nie krzyczał. Pewnie wyglądało to jak normalna rozmowa. Bo poniekąd była. Jednak to, co zdarzyło się później już takie nie było… Najpierw zamknął drzwi na klucz, a następnie podszedł do mnie i zgwałcił mnie… tak po prostu, jak gdyby nigdy nic… - Harry na chwilę ucichnął, jednak po chwili wziął głęboki oddech i kontynuował. - To była kolejna sytuacja, w której byłem bezradny, nic nie mogłem zrobić… Następnego dnia byliśmy już w drodze do Londynu, gdzie mieliśmy zamieszkać w domu koleżanki mojej mamy, dopóki nie znaleźlibyśmy czegoś lepszego… Kolejne lata są po prostu mieszaniną wszystkiego. Nie pamiętam nic konkretnego. Dopiero to, co się działo kiedy miałem trzynaście lat. Mówiłem ci o mamie, ale nie wspomniałem dlaczego to robiła. Tak naprawdę zaczęła imprezować kiedy tylko dowiedziała się, że jej mąż zapił się na śmierć. Nie przyjęła tego jakoś szczególnie, nie płakała. Jednak wiedziałem, że coś w niej pękło, bo pewnie jeszcze go kochała. Zaczęła wychodzić z koleżankami, następnie wracała pijana. Tak jakby chciała wszystko zapomnieć. Po raz kolejny nic nie mogłem zrobić, byłem bezradny… To dlatego od tamtego czasu stałem się taki obojętny. Nie chciałem się o nikogo troszczyć, bo również nie chciałem kolejnej sytuacji, w której nic nie mógłbym zrobić. Wszyscy ludzie stali się dla mnie nikim. Jedynie chłopaki z zespołu coś dla mnie znaczyli. Ale to wszystko. Reszta mnie nie obchodziła. Nie chciałem, żeby mnie obchodziła. Byłem za bardzo wyniszczony przez przeszłość, aby przejmować się przyszłością. Przygoda z One Direction tylko mi to ułatwiała. Dni były tylko kolejnymi dniami, miesiące miesiącami, a lata latami. Żadne z nich nie miało najmniejszego sensu, były po prostu ciągłością… I wtedy pojawiłaś się ty. Z początku byłem zły, nawet bardzo. Jednak powiedziałaś coś, co do mnie trafiło. Kiedy zapytałem cię, dlaczego tu jesteś, odparłaś, że John cię o to poprosił. A więc wykonywałaś to wszystko na jego prośbę. Pomagałaś mu. Nie przejmowałaś się, że kiedyś nie będziesz mogła nic zrobić, bo żyłaś tu i teraz… Z początku nie pokazywałem tego, że tymi słowami ruszyłaś coś we mnie. Sądziłem, że jeżeli zmienię swoje podejście, znów wszystko potoczy się tak samo jak kiedyś. Jednak coś wewnątrz kazało mi się zmienić. Mówiło „Zamiast rozpamiętywać przeszłość, żyj teraźniejszością.” I żyłem. Wprowadzałem zmiany stopniowo. Tak, aby w każdej chwili móc się wycofać. Jednak nie było takiej potrzeby. I wtedy zmarła twoja mama. Widziałem to, co się z tobą działo. I wtedy zrozumiałem, że pewnie zachowywałbym się tak samo, gdyby coś stało się Anne. Zacząłem się troszczyć. Nie przejmowałem się, że może kiedyś nie będę mógł nic zrobić. Bo myśląc tak odsuwałem od siebie wszystkich tych, na których mi zależało. A tego nie chciałem i nie chcę. Tak więc dziękuję ci za to wszystko. Sprawiłaś, że to wszystko co było przed tobą zamknąłem w jednym rozdziale, którego już nigdy nie przeczytam. Bo teraz zaczął się nowy, lepszy. A to wszystko dzięki tobie. Dziękuję, Ivy.
Dziewczyna słuchając tego z zapartym tchem, nawet nie zorientowała się kiedy skończył. Jednak kiedy wypowiedział jej imię, otrząsnęła się. Momentalnie spojrzała na swoje dłonie i zaczęła im się przyglądać. Chciała w ten sposób uniknąć szybszej odpowiedzi. Bo tak naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć. Totalnie ją tym zaskoczył. Boże, bo ile gwiazd, które mówiły, że miały ciężko w życiu, tak naprawdę przeżyły to, co opisywały? Jednak historia Harry’ego była taka realna, a więc za razem przerażająca. Słuchając tego wszystkiego, Ivy wczuła się w ten ból, którego nie brakowało w jego wypowiedzi. Czuła, jak serce rozdziera jej się na kawałki za każdym razem, kiedy to ten mały chłopiec cierpiał. Bo zżyła się z nim. Nie chciała, aby cierpiał wcześniej, teraz ani w przyszłości. Nie zasługiwał na to, bo był wspaniałą osobą.
  -Ja… naprawdę nie wiem, co powiedzieć. To wszystko jest naprawdę okropne. Sposób w jaki traktował cię tata na pewno nie jest jednym z tych opisywanych w książkach z happy endem. Naprawdę mi przykro, że musiałeś przez to przechodzić. – wyszeptała Ivy, na co Harry spojrzał jej głęboko w oczy.
  -Mi też jest przykro… Ale wiesz, nie chcę o tym pamiętać. Niektóre rzeczy chce się po prostu jak najszybciej wyrzucić ze swojej głowy i to wszystko do nich należy. Cieszę się, że nie muszę już żyć tym koszmarem. Za długo był obecny w moim życiu. Teraz jest lepiej i chcę, by tak pozostało. – chłopak uśmiechnął się delikatnie, co Ivy odwzajemniła.
Po monologu Harry’ego już nic nie powiedzieli. Po prostu leżeli na kocu i w milczeniu patrzyli jak słońce zachodzi. Widok był naprawdę piękny, bo z tego miejsca, na otwartej przestrzeni,  można było zobaczyć jak swobodnie chowa się za horyzont.
*
Kiedy słońce już całkowicie zaszło, wokół zapanował zmrok. Harry i Ivy postanowili wracać do domu, mając nadzieję na szybkie odnalezienie drogi. Jak bardzo się mylili!
 Zaczęło się od tego, że prawie wjechali w jezioro. Jadąc po pagórkowatej ścieżce nie do końca można było zobaczyć drogę, bo światła kierowały się raz w górę, raz w dół. Zorientowali się dopiero jakieś trzy metry przed wodą. Na szczęście wtedy a nie później. Pospiesznie wycofali się z dróżki i zaczęli próbę wydostania się z tej plątaniny polnych dróg. Udało się po dwudziestu minutach.
Kiedy tylko podjechali pod dom ojca Ivy, Harry wyłączył silnik. Obaj wyszli z samochodu i stanęli tuż przy nim. Wokół było ciemno, więc dziewczyna nie mogła aż tak dokładnie zobaczyć wyrazu twarzy Stylesa, jednak wydawało jej się, że się uśmiecha. Momentalnie w jej brzuchu pojawiło się stado motyli, które tańczyły radośnie.
 Również się uśmiechnęła.
Czuła się taka szczęśliwa, że nie mogła tego opisać. Pomimo ostatnich przykrych wydarzeń, ten tydzień bardzo dobrze jej się kojarzył. A to dlatego, że był przy niej Harry. To jego obecność podtrzymywała ją na duchu i dawała nadzieję, na lepsze jutro. Wiedziała, że gdy tylko on się pojawi, jej dzień momentalnie obróci się o trzysta sześćdziesiąt stopni. I była mu za to wdzięczna.
  -Podobało ci się dzisiaj? – zapytał chłopak patrząc jej głęboko w oczy.
  -A czy mogłabym powiedzieć coś innego jak tak? To chyba oczywiste. – powiedziała żartobliwym tonem.
  -W takim razie miło mi. – odparł i przez chwilę się jej przyglądał. Chwilę później jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko jej. Nie minęły dwie sekundy, a chłopak złączył ich wargi w delikatnym pocałunku. Ivy poczuła mrowienie na całym ciele oraz przyjemne ciepło rozlewające się po jej żołądku. Nie była w stanie zrobić niczego innego, jako tylko przeciągać ten pocałunek w nieskończoność. Bo podobało jej się. Pomimo tego, że nie wiedziała, jak całują inni chłopcy, to była pewna, że Harry bił ich na głowę. Po prostu to czuła.

                                                                   ~***~
Heeeej Wam <3 Jest już 21, który generalnie miał pojawić się już dawno, ale chciałam go jeszcze przedłużyć ;d
Mam nadzieję, że się Wam podobał bo szczerze powiedziawszy ja jestem nawet zadowolona (nowość!) :D
Dooobra, do kolejnej, która zapewne pojawi się w okolicach 1,5 tygodnia ;D
Paa <3

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 20


        Po jakimś czasie stwierdzili, że pora już wracać do domu. Za kilka godzin zaczynało robić się ciemno, a droga do domu z pewnością nie należała do tych najkrótszych.
       Ivy zauważyła, że od momentu rozmowy o powrocie Harry’ego do One Direction, był on jakiś zamyślony. Tak, jakby nadal zastanawiał się nad tym wszystkim. Bo rzeczywiście było nad czym. Nie była to decyzja w stylu ubrać czarny czy biały t-shirt, lecz coś co mogło wpłynąć na jego przyszłość.
Ivy cały czas miała ochotę się uśmiechać. Ten dzień był taki wspaniały. Lot balonem, czyli coś, o czym marzyła od dawna i to, o czym mówił Styles. Może było to głupie, ale miała wrażenie, że to ją miał na myśli. Jednak kiedy głębiej się nad tym zastanowiła, odrzuciła tę myśl. To było nie możliwe. Bo przecież w jego życiu nie była nikim ważnym.
      Jadąc mijali masę samochodów, które mknęły w przeciwnym do ich kierunku. Jednak gdy Harry zauważył tego charakterystycznego czarnego busa, przeklął w myślach. Musiał coś szybko wymyślić, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Bo niby jak ma uciec przed paparazzimi na głównej drodze?
Przygryzł wargę.
 Cholera, a już myślał, że dzisiaj ich nie zobaczy. Dlaczego musiał mieć takiego pecha?! I to jeszcze jadąc z Ivy!
     Zaczął się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś sklepu, w którym mogliby się wmieszać w tłum, a potem normalnie wyjechać. Jednak nie było niczego podobnego. Tylko ta głupia boczna polna droga…
    Droga! Może tamtędy zdołają jakoś dotrzeć do domu nie ciągnąc paparazzich za sobą!
Skręcił pospiesznie. Zanim czarny samochód wyjechał zza zakrętu, on już zniknął w pobliskich drzewach.
  -Harry, gdzie my jedziemy? – zapytała Ivy, marszcząc czoło. – Przecież tędy nie dojedziemy do Londynu.
  -Dojedziemy, dojedziemy, nie martw się.

*
  -Hmm… tak więc… gdzie jesteśmy? – zapytała szatynka.
Jechali już od jakichś piętnastu minut, a głównej drogi jak nie było widać, tak nie było. Była tylko niekończąca się polna dróżka.
 Chłopak podrapał się po głowie.
  -Ehm… na pewno zaraz będziemy… A bynajmniej taką mam nadzieję. – mruknął.
Ivy przygryzła wargę.
Momentalnie przypomniało jej się, jak kiedyś chciała być sławna. Perspektywa popularności i wspierających fanów wydawała się kusząca. Jednak teraz stwierdziła, że nie jest to łatwa rzecz, bo były też minusy sławy. Harry nie mógł nawet gdzieś wyjechać, bo od razu goniła za nim masa paparazzich. Nie miał ani grama prywatności. Cokolwiek by nie zrobił, już był wielki szum na ten temat. Nawet wyjście do sklepu pewnie było wielką sensacją.
Collins poczuła, że się zatrzymują.
Zmarszczyła brwi i spojrzała zdezorientowana najpierw na otoczenie a potem na szatyna. Byli na końcu polnej drogi. Jasne, mogli zawrócić, bo przecież nie było w tym nic trudnego. Tylko był jeden mały problem. Jadąc tutaj ciągle skręcali w jakieś rozwidlenia, więc teraz nie byłoby łatwo.
  -Nie, wcale nie zabłądziliśmy. – mruknął Harry, na co szatynka się zaśmiała.
  -Wiesz, sądzę, że jednak tak. – odparła i wysiadła z samochodu.
Chłopak podążył za jej śladem.
  -Masz może telefon? – zapytała Ivy. – moglibyśmy po kogoś zadzwonić.
Styles zaczął przeszukiwać kieszenie i już chwilę potem wyjął z nich czarnego iPhone’a. Kiedy spojrzał na ekran, westchnął głośno.
  -Nie ma zasięgu.
Dziewczyna spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Zniknęła ostatnia możliwość skontaktowania się z kimkolwiek i poproszenia o pomoc!
  -A ty masz telefon? – zapytał chłopak i spojrzał na nią błagalnym głosem.
Ivy zaczęła przeszukiwać kieszenie. Czuła, że go nie miała, jednak nadal miała nadzieję, że może jednak jakąś magiczna siła jej go tam umieści.
Westchnęła głośno.
  -Cholera! Po co w ogóle skręcałeś w tą drużkę?!
Harry przez chwilę jej się przyglądał. Na jego twarzy malowało się zdezorientowanie.
  -Hmm… no może dlatego, żebyś jutro nie wylądowała na okładce wszystkich brukowców i przez miesiąc nie mogła wyjść z domu, bo paparazzi siedzieliby pod twoim domem czekając na każde głupstwo które popełnisz. To wystarczający powód? – zapytał.
Brązowowłosa prychnęła.
  -Przyznaj, robiłeś to dla siebie. – mruknęła. – bo to ty siedzisz w Londynie, zamiast koncertować z zespołem. Dodatkowo nie powiedziałeś ludziom, co jest tego przyczyną. To o tobie by cały czas mówiono, nie o mnie. Ja byłabym tylko dodatkiem do całej tej afery.
  -Nie, nie robiłem tego dla siebie. – odparł i widać było, że pomału się denerwuje.
  -Mhm… miło mi, królowa Anglii jestem. – odparła Ivy i zawróciła, chcąc choć spróbować wrócić tą samą drogą, którą przyjechali.
 Nie minęło kilka sekund, a koło niej znalazł się Harry.
  -Gdzie idziesz? – zapytał, chwytając Collins za rękę.
  -Do domu. Nie wiem jak ty, ale ja nie zamierzam tutaj nocować. – warknęła i wyrywając się z uścisku Stylesa, ruszyła przed siebie. Jednak chłopak nie dawał za wygraną i znów ją dogonił.
  -Ivy! Posłuchaj mnie, proszę. – szepnął i spojrzał jej w oczy. – Nic nie robiłem z myślą o sobie, naprawdę. Nie chcę po prostu niszczyć ci życia. Nawet nie wiesz, jak ci wszyscy ludzie reagują na wszystkie dziewczyny, z którymi mnie zobaczą. Po prostu ich nienawidzą i życzą im śmierci! Nie obchodzi ich to, że kogoś kocham. Chcą, żebym był sam. Nawet do końca życia. A jeżeli zobaczą cię ze mną, od razu dopasują do tego historię. Zacznie się piekło. Nie chcę, żebyś przez to przechodziła.
 Kiedy przetrawiła jego słowa, coś w jej głowie mówiło jej, że wyznał prawdę. Teraz, gdy spojrzała na to wszystko z innej perspektywy, zrobiło jej się głupio. Jak mogła tak na niego krzyczeć za coś, czego on nawet nie zrobił? Pewnie gdyby jej tego wszystkiego nie wytłumaczył, nadal byłaby na niego wściekła. Wściekła o to, że się o nią troszczył…
  -Oh… Ja… przepraszam. – wyszeptała. – Naprawdę, bardzo przepraszam. Nie wiedziałam, że tak to wygląda. Myślałam, że po prostu chciałeś ochronić się przed tłumaczeniem się mediom za to wszystko. Jeszcze raz przepraszam.
Harry przyglądał się jej z minimalnym uśmiechem. Widać było, że bardzo się cieszy z faktu, że jednak wszystko jest okej.
  -Ważne, że już wiesz. To, co było wcześniej się nie liczy. – odparł.
Teraz i Ivy się uśmiechnęła.
Głupio wyszło, naprawdę bardzo głupio. Jednak teraz wszystko było w porządku.
  -To co robimy z tym, że jesteśmy w jakimś zapomnianym przez Boga miejscu i w ogóle nie wiemy, jak dotrzeć do domu? – zapytała dziewczyna.
  -Wydaje mi się, że miałbym propozycję. Pytanie tylko, czy się na nią godzisz. – odparł Harry.
  -Zależy od propozycji. – powiedziała i uśmiechnęła się pogodnie.
Szatyn obrócił się i bez żadnego słowa ruszył w stronę samochodu. Następnie wszedł do środka i zaczął czegoś szukać. Już kilka minut później wyszedł z niego z koszem w jednej ręce, a w drugiej trzymał jakiś materiał.
  -Mam jeszcze rzeczy z pikniku. Jest też koc. Co ty na drugą część pikniku? – poruszył zabawnie brwiami, czym wywołał śmiech u brązowowłosej.
  -Jasne, czemu nie? – odparła i z uśmiechem na ustach ruszyła w stronę chłopaka.
Czy ten dzień mógł być jeszcze bardziej cudowny?

                                                    ~~***~~
Tak, wiem, schrzaniłam. Strasznie zaniedbałam tego bloga, nawet sama nie wiem czemu. Po prostu ostatnie tygodnie były dla mnie jak jeden wielki mętlik, musiałam uporządkować parę spraw.
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli za te wszystkie przerwy. Nie wiem, jak to się stało, jednak jestem pewna, że już do tego nie dopuszczę, przyrzekam! 
Na sam koniec mam do Was małą prośbę. Czy każdy kto to czyta, mógłby skomentować ten rozdział? Choćby w jednym zdaniu. To dla mnie wiele znaczy, bo chciałabym się dowiedzieć, co o tym wszystkim sądzicie, gdyż sama ostatnio nie jestem przekonana do tej historii.
Do napisania! xx

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 19


    Ivy przyglądała się Harry’emu, który właśnie w tym czasie wykonywał jakieś czynności, mające umożliwić lot. Teraz odwiązywał sznury, które zaczepione były do śledzi wbitych w ziemię. Collins nie mogła przestać patrzeć na jego dłonie, które były tak bardzo delikatne, pomimo tego, że był chłopakiem. Palce z gracją rozplątywały węzły. Każdy ruch wyglądał tak, jakby był starannie zaplanowany, nic przypadkowego nie miało mieć miejsca.
   Ivy zarumieniła się, kiedy zdała sobie sprawę, co właśnie robiła. Dokładnie śledziła każdą czynność, którą wykonywał i … podobało jej się to. Tak, musiała to przyznać. Z resztą podobała jej się każda rzecz, którą on robił. Miał w sobie coś, co ją przyciągało.
 Dziewczyna nawet się nie zorientowała, kiedy Harry wstał.
  -To co? W drogę? – zapytał Styles, a jego oczy błyszczały.
Szatynka kiwnęła głową i z pomocą chłopaka weszła do środka. Kilka sekund później i on znalazł się wewnątrz. Balon pomału ruszał do góry.
  -Mam nadzieję, że umiem tym kierować. – mruknął cicho i podrapał się po głowie.
 Ivy zamroziło.
  -Nie umiesz tym kierować?! – krzyknęła tak głośno, że Harry podskoczył. Już teraz zrozumiał, że dzielenie się tą informacją nie było dobrym pomysłem.
  -Tego nie powiedziałem. – uśmiechnął się. – Ale najważniejsze jest jedno…
  -Co? – zapytała dziewczyna.
  -Że mi ufasz. Bo… ufasz?
Przez chwilę przypatrywała się Stylesowi, myśląc o tym, co powiedział. Jednak wiedziała, że odpowiedź jest prosta, nie musiała się nad nią zbyt długo zastanawiać.
  -Ufam.
  -Tak więc nic nam się nie stanie.
*

Lot trwał już jakieś pół godziny. Collins nie mogła tego dokładnie określić, bo nie sprawdzała zegarka już od dawna. Jednak to nie miało znaczenia. Była zbyt pochłonięta tym, co widziała, by przejmować się czasem. Z góry wszystko wyglądało tak pięknie! Szatynka nie mogła przestać się uśmiechać. Nie, gdy właśnie spełniało się jedno z jej marzeń! Po prostu… była szczęśliwa i nikt nie mógł tego zepsuć. W jednym momencie miała ochotę płakać, skakać i się uśmiechać. I to wszystko za jego sprawą.
  -Co sądzisz? - zapytał Harry, który również z zapartym tchem podziwiał wszystkie te widoki.
  -Jest... jest po prostu nieziemsko! Serio! Bardzo, bardzo mi się podoba. Dziękuję. - uśmiechnęła się szczerze.
  -Nie ma za co. To za to wszystko, co musiałaś ze mną przechodzić. - odparł cicho, jakby wstydził się przeszłości.
  -Nie... nie było nawet tak źle. - odparła, jednak nawet ktoś, kto nie znał Ivy mógł wyczuć w tym zdaniu kłamstwo. W ogóle nie brzmiała przekonująco. Głos jej zadrżał i to ją wydało.
  -Jak chcesz. – mruknął Harry. Wiedział, że przeszłości nie dało się zamazać, ale cieszył się, że Collins właśnie tak chciała przedstawić sytuację. Był jej wdzięczny za to, że nie wypominała mu tego.
  -No właśnie. – dziewczyna uśmiechnęła się i z powrotem zaczęła przyglądać się widokom z balonu.
Była taka piękna, kiedy wiatr rozrzucał jej włosy. Widać było, że jest teraz szczęśliwa, co sprawiało, że i Harry’emu robiło się cieplej na sercu. Bo to on ją uszczęśliwiał. Pomimo tej przykrej przeszłości, teraz mogła się cieszyć. Zapominając na chwilę.
 Chciał spełnić to, co zobaczył na cmentarzu. Postanowił, że nie będzie czekał i gdy tylko skończyli lot balonem (dzięki Bogu wylądowali w tym samym miejscu, z którego startowali), Styles zaprowadził ją na polanę, na której leżał już koszyk, ustawiony specjalnie na jego prośbę przez Marka. Szatyn stwierdził, że wisi mu niezłą przysługę za zorganizowanie tego wszystkiego. Chłopak spisał się na medal, nie mogło być lepiej.
 Harry zaczął wszystko wyciągać z wnętrza wiklinowego kosza. Pierwszy był koc, który Styles rozłożył tuż obok, a następnie gdy usiedli, zaczął wyjmować jedzenie.
  -Czy to piknik? – zapytała brązowowłosa unosząc jedną brew.
  -Yup. – odparł z powagą chłopak. – Podoba ci się?
  -Tak! Uwielbiam pikniki! – wypaliła a na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce.
Harry zaśmiał się cichutko. Bingo!
  -To dobrze wiedzieć. Wiesz, tak na przyszłość.
Ivy spojrzała na niego ze zdezorientowaniem.
  -Sugerujesz coś?
  -Absolutnie nie! – zaprzeczył, jednak z uśmiechem.
Zaczęli jeść.
Jeżeli już wcześniej uznawali, że świetnie się dogadują, dzisiaj przeszli samych siebie. Tematów w ogóle im nie brakowało, były one różne. Od zwykłych błahostek do poważniejszych tematów takich jak przyszłość. O każdej rzeczy rozmawiało im się tak samo przyjemnie i bez skrępowania. Ivy miała wrażenie, że te rozmowy z Harrym są lepsze od tych z koleżankami z jej szkoły. Dziewczyny jak to dziewczyny, lubiły sobie poplotkować, co bardzo denerwowało Collins, bo miała wrażenie, że o niej też tak rozmawiają. Dlatego w ostatnich miesiącach się od nich odsunęła. I może dobrze. Przynajmniej nie miała za kim tęsknić gdy tu wyjeżdżała. No może z wyjątkiem mamy…
Nawet nie zorientowali się, kiedy jedzenie się skończyło. Postanowili położyć się na kocu i popatrzeć w niebo, które za niecałą godzinę pokryje zachodzące słońce.
  -A co ze studiami? To już tak niedługo, tak więc… zdecydowałaś się już gdzie idziesz? – zapytał Styles.
Brunetka zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią. Oficjalnie nigdzie się nie wybierała. Tylko nie wiedziała, jak o tym powiedzieć chłopakowi. Po kilku sekundach jednak stwierdziła, że nie będzie owijać w bawełnę i powie prosto z mostu.
  -Nie idę na studia. – odparła cicho.
Harry podparł głowę ręką tak, aby ją lepiej widzieć. Czując na sobie jego wzrok, Ivy uśmiechnęła się wewnątrz.
  -Dlaczego? Oszalałaś?
  -Nie. Bo przecież… studia nie są człowiekowi aż tak potrzebne… można przecież znaleźć pracę bez nich. – mruknęła z przekonaniem.
  -Jesteś nierozsądna. – stwierdził Loczek. Teraz to Ivy podparła się dłonią.
  -A czy ja zawszę muszę być rozsądna? Nie mogę popełnić jakiegoś głupstwa? Chociaż raz? – zapytała retorycznie, bo tak naprawdę nie oczekiwała żadnej odpowiedzi.
  -To twoje życie. – westchnął. Wiedział, że nic nie może zrobić. On sam nie chciał, by ktoś mu narzucał swoje zdanie.
  -No właśnie. – powiedziała już spokojniej Collins. – A co z zespołem? Po wakacjach dołączasz?
Szatyn przez chwilę nie odpowiadał. Dlaczego? Bo odpowiedź nie była taka prosta, na jaką wyglądała. Jeżeli zapytałaby go jeszcze miesiąc temu, z prędkością światła by potwierdził. A teraz? Teraz sam do końca nie wiedział. Bo czy chciał?
Ivy najwyraźniej zauważyła, że dłużej zastanawia się nad odpowiedzią.
  -Nie chcesz wrócić?
  -Może nie, że nie chcę… ale… - wyjąkał Harry.
  -Ale?
  -Ale mam wrażenie, że to nie tam jest moje miejsce, wiesz? – mruknął. – jasne, kocham śpiewać, występować przed tymi cudownymi ludźmi, jednak nie raz stwierdzam, że to nie jest w życiu to, co chcę robić.
  -To co chcesz robić? – zapytała dziewczyna.
  -Sam nie wiem. Nie było takiej rzeczy przy robieniu której naprawdę czułbym, że robię to, co kocham. Dlatego One Direction to taka jakby… zaczepka? Tak, to idealne określenie. Zaczepka, dopóki nie znajdę czegoś, co chcę robić dalej w życiu. Albo kogoś z kim chciałbym je spełnić. – odparł a w jego oczach pojawił się błysk.
Ostatnie zdanie sprawiło, że w brzuchu Ivy pojawiło się stado motyli. Wiedziała, że nie miała u niego żadnych szans, jednak co szkodziło pomarzyć?
  -Wtedy rzucisz One Direction?
Uśmiechnął się delikatnie.
  -Nie wiem. Może? Najpierw muszę wiedzieć, że jest to ktoś wyjątkowy. – odparł i w tym samym czasie wyciągnął rękę, żeby włożyć za ucho kosmyk włosów Ivy, który wił jej się wokół twarzy.
Na policzkach dziewczyny pojawiły się delikatne rumieńce, a brzuchu motyle zaczęły wirować w kółko i w kółko.
Była szczęśliwa.

                                                                      ~~***~~

Cześć Wam! <3 Jak Wam minęły święta? I dzisiejszy dyngus?? :D
Jest rozdział 19, który mam nadzieję się Wam podobał ;)
To chyba na tyle, nie chcę się rozpisywać, bo wiem, że przynudzam xD Tak więc do następnego rozdziału (data pojawi się w ramce po prawej).
Tak więc do napisania, trzymajcie się <33 xx

niedziela, 13 stycznia 2013

.

Cóż... chyba kolejny raz Was rozczaruję.
Dlaczego?
Zawieszam tego bloga.
Powód?
Nie będę tu cisnąć bajeczek, że brak czasu czy coś w tym stylu, bo powód jest zupełnie inny, a zrozumiałam go kilka dni temu. Otóż kiedy leżałam chora i nic, kompletnie nic nie miałam do roboty, zaczęłam czytać sobie tego bloga od początku. I wiecie, co zauważyłam? Tamte rozdziały były jakieś... lepsze? Tak, chyba tak. To dobre określenie. Więc zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak jest. Z jakiej racji nie mogę teraz usiąść przy komputerze i napisać rozdziału, który byłby w miarę dobry? I wtedy zrozumiałam jaka jest odpowiedź. Gdy pisałam tamte rozdziały, wkładałam w to wszystko serce, nie mogłam się doczekać kiedy to przyjdę do domu i będę mogła zacząć pisać. Pochłaniało mnie to. A teraz? Siadam do napisania rozdziału, gdy przypomnę sobie "Muszę napisać nową notkę,  bo dawno nie dodawałam." No i piszę. Ale nie wychodzi to tak, jakbym chciała. Wszystko pozbawione jest emocji. A nie chcę pisać, jeżeli nie wkładam w to 100% siebie, bo uważam, że jest to bezsensu. 
Być może jedną z przyczyn, przez którą nie wkładam w forget serca jest to, że zaczęłam pisać teraz bromance, które będę publikowała na moim tumblrze (jeden już jest - zapraszam :) <klik>). Nie wiem dlaczego, ale ciężej jest mi teraz pisać coś hetero. Tak więc kolejny kamień pod nogi. Bo widzicie, bromance dają mi tak jakoś... więcej satysfakcji? 
Na jak długo?
Sama nie wiem. Ale śledźcie ramkę z rozdziałem dziewiętnastym po prawej :) Gdy już się zdecyduję, to tam podam datę :)

Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli i mi wybaczycie. Pewnego dnia wrócę tu z nowym zapałem, obiecuję! Kocham Was! <3 xx

niedziela, 30 grudnia 2012

Liebster Award



Cześć kochani ! <3 Co u Was? :D Tak się składa, że zaczęło mi się nudzić  więc postanowiłam po odpowiadać na pytania z nominacji do Liebster Award, których dostałam aż 11 :O Jestem w wielkim szoku, ale równocześnie bardzo Wam dziękuję za to, że mnie nominowaliście! <3
Tak więc:

Pani Stylinson :
1. Kim chcecie zostać?
Hm... szczerze powiedziawszy nie mam jeszcze żadnych planów :) Jak na razie moim celem jest profil humanistyczny ;d
2. Ulubiony chłopak z One Direction?
Wszystkich bardzo lubię, jednak moje serca jako pierwszy skradł Niall.
3. Jak byście mogły w kogo byście się zamieniły - postać nadnaturalna?
We wróżkę xD
4. Podoba wam się nasz blog?
No jasne, że tak :D
5. Ulubione jedzenie?
Wszystko, co tuczące :D
6. Ulubiony blog?
Nie mam takowego.
7. Ulubiona pora roku?
Lato i wiosna :D
8. Co z przyszłością?
Gdybym tylko wiedziała..
9. Chcecie być sławne?
Szczerze? Kiedyś chciałam, ale teraz nie wiem, czy wytrzymałabym presję.
10. Najdziwniejsza rzecz jaką zrobiłyście?
Jedna?! Hahahahaha!
11. Kochacie Nas?
No ba! ;D


TheSimpsonizer :
1. Kto jest twoim idolem? (Za co go lubisz, podziwiasz, itd)
Moim idolem? Justin, 1D i Demi :) Podziwiam ich dosłownie za wszystko
2. Jakie miejsca najbardziej chcesz zwiedzić? Dlaczego?
Chciałabym na własne oczy zobaczyć Tadź Mahal <3
3. Jaki jest twój ideał chłopaka (chodzi mi o to, że np. "włosy jak Leo DiCaprio, oczy jak Taylor Lautner, charakter jak Justin Bieber" itd.) ?
Nie mam ideału :)
4. Ulubiona potrawa?
Spaghetti
5. Co sądzisz o teraźniejszej pop-kulturze? (rany, ależ skomplikowane pytanie)
Rzeczywiście, skomplikowane :d tak więc uważam, że najlepiej byłoby to ocenić za kilkanaście lat, bo teraz ciężko jest cokolwiek stwierdzić.
6. Co lubisz robić najbardziej w wolnym czasie?
Pisać, słuchać muzyki, spotykać się ze znajomymi, czytać :)
7. Twoja ulubiona książka?
Gdyby była tylko jedna! Szczerze powiedziawszy nie mogę stwierdzić, która podoba mi się najbardziej, bo każda miała w sobie coś magicznego.
8. Kogo najbardziej sobie cenisz (autorytet)?
Moją mamę.
9. Kogo z One Direction lubisz najbardziej i dlaczego?
Pierwszym, który skradł moje serce był Niall. Pokochałam jego poczucie humoru i sposób, w jaki podchodzi do życia.
10. Co najbardziej kojarzy ci się z Bożym Narodzeniem?
Masa przygotowań.
11. Wymarzony prezent na Mikołajki?
Już trochę po czasie xD ale w sumie, to sama nie wiem :d

paradoks :

1) Jak masz na imie?
Klaudia
2) Ile masz lat?
  15
3) Jaka była inspiracja do założenia twojego bloga?
Pewne zamieszanie, które wyniknęło z pomyłki mojej babci :O hahah, wiem, że nie rozjaśniłam tym pytania xD
4) Słuchasz coś poza One Direction? A jeśli tak to co?
Justina Biebera, Demi Lovato, Eda Sheerana :)
5) Ulubiona potrawa?
Spaghetti
6) Ulubiona piosenka?
Nie mam.
7) Imię twojej najlepszej przyjaciółki?
Ola, Sylwia, Klaudia
8) Kogo nienawidzisz w show biznesie?
Nie mogę kogoś nienawidzić, bo nikogo z nich nie znam, ale jakoś nie przekonuje mnie osoba Lady Gagi (przepraszam fanów!)
9) Co teraz robisz?
Odpowiadam na te pytania :)
10) Co robisz w wolnych chwilach?
Piszę, słucham muzyki, czytam, spotykam się ze znajomymi.
11) Jaka była ostatnia rzecz którą kupiłaś?
Klej Glue Stick xD

cappy :
1. Który z chłopców, jest twoim pierwszym mężem? :D
Niall :)
2. Co robisz, kiedy masz tak zwanego doła?
Słucham smutnym piosenek i po prostu płaczę.
3. Ballady, czy raczej szybsze piosenki, jaki jest twój wybór?
Zależy od dnia.
4. Pisanie przynosi ci satysfakcję, czy robisz to tylko dla zabicia czasu?
Przynosi mi satysfakcję, chyba nie mogłabym tego tak po prostu rzucić, i tak zawsze wracam z poczuciem, że jest to część mojego życia.
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Nie mam.
6. Jakie jest twoje hobby?
Pisanie.
7. W której klasie jesteś?
3 gimnazjum.
8. Wierzysz w przyjaźń damsko - męską?
Nie, bo kiedyś i tak któreś zakocha się w drugim.
9. Gdybyś mogła jednego dnia, zajrzeć na tylko jedna stronę internetową, na jaką byś weszła?
O mój Boże! Nie wiem! Serio! ;D Za dużo tego! Ale chyba Twitter.
10. Co zrobiłabyś, gdybyś dowiedziała się, że jutro będzie koniec świata?
Powiedziałabym bliskim ile dla mnie znaczą, a tych których nienawidzę, powiedziałabym to prosto w twarz.
11. Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole? I nie chodzi mi tu o krzesło, albo drzwi wyjściowe, tylko zajęcia : DD
Angielski i polski :d

Kate Stylees :
1. Wierzysz w prawdziwą przyjaźń między dziewczyną i chłopakiem?
Nie, bo kiedyś i tak któreś zakocha się w drugim.
2. Jaka powinna być twoja idealna przyjaciółka/przyjaciel?
Szczera, oddana, potrafiąca dotrzymać sekretów, wspierająca.
3. Co chciałabyś dostać pod choinkę?
Sama nie wiem ;d
4. Co zaplanowałabyś na idealna randkę w urodziny swojej sympatii?
Zależałoby od jego zainteresowań.
5. Wierzysz w talizmany? Masz coś, co przynosi ci szczęście?
Nie.
6. Co ratowałabyś z płonącego domu (trzy rzeczy)?
Komputer, wszystkie moje książki i telefon.
7. Podaj tytuł książki, którą aktualnie czytasz lub niedawno przeczytałaś.
Aktualnie czytam Ostatnią Piosenkę :d
8. Miejsce, które pragniesz odwiedzić i dlaczego akurat to?
Tadź Mahal, bo uważam, że jest magiczne :)
9. Nietolerancja – problem czy już codzienność? Co myślisz?
Sądzę, że problem to to był już dawno temu, teraz jest już to niestety codzienność.
10. Czy jest coś, co zawsze chciałaś zrobić, ale się boisz?
Zawsze chciałam przejechać się Rollercoasterem, ale ni cholerę, nie wciągną mnie tam nawet siłą xD
11. Pierwsza myśl, gdy zostałaś nominowana...
:O

Bella_Wika :
1. Miłość vs. Przyjaźń
Przyjaźń, bo trwa dłużej.
2. Imię najlepszych przyjaciółek
Ola, Sylwia, Klaudia
3. Jakiego emotikona nadużywasz ?
;d, ;D
4. Widelec vs. Łyżka ?
Yyyyy… WIDELEC! xD
5. Ulubiony kolor lakieru do paznokci.
Miętowy i czarny.
6. Największe marzenie.
Żeby wszystko już było dobrze.
7. Take Me Home czy Up All Night
Hmm… w każdej płycie jest coś specjalnego, nie umiem wybrać jednej ;d
8. Co króluje w twojej garderobie ?
Kolor czarny i biały, zdecydowanie.
9. Poziom twojego angielskiego ? ;>
Uuu… hmm.. powiedźmy, że dogadałabym się z Anglikiem, ale nie wiem czy czasem nie musiałabym jechać na migi ;d
10. Boże Narodzenie  czy Mikołaj ?
Boże Narodzenie.
11.Ulubiony z 1D  ?
Niall.


Directioner. ♥ :
1.Czy gdybyś miała taką możliwość, to zmieniłabyś swoje imię? Na jakie?
Nie zmieniłabym ;d
2.Ulubiony dzień tygodnia?
PIĄTEK! *_*
3.Województwo?
Wielkopolskie.
4.Gdybyś mogła, to cofnęłabyś się w czasie by naprawić swoje błędy?
No jasne, że tak.
5.Boisz się ciemności?
O tak! ;_;
6.Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, co by to było?
Hm.. sprawiłabym, że wszyscy głodni i bezdomni uzyskali by pomoc.
7.Zjadłaś kiedyś jakieś nietypowe danie? Jeśli tak, to co to było?
Nie jadłam ;d
8.Masz lęk wysokości?
I to jaki! O_O
9.Ulubiony kolor?
Zielony i fioletowy.
10.Co ci się ostatnio śniło?
YY.. nie pamiętam ;d
11.Jaki masz znak zodiaku?
Byk.



Kalin kaa :
1.Twoje największe marzenie ?
Żeby wszystko już było dobrze.
2.Co byś zrobiła gdybyś weszła w posiadanie 1 mln ?
Pomogłabym dzieciom w Afryce.
3.Czy bycie Directioner zmieniło coś w twoim życiu ?
Nauczyłam się bycia tolerancyjną.
4.Jaki zawód chcesz podjąć w przyszłości ?
Gdybym tylko wiedziała!
5.Co cię zawsze rozśmiesza ?
Pewne słowo wypowiedziane przez moją koleżankę, nie zacytuję, bo by mnie zatłukła! (tak, o tobie mówię, Ola!)
6.Masz 3 życzenia . Czego one by dotyczyły ?
Mniej głodujących osób, mniej wojen na Bliskim Wschodzie, mniej cierpienia.
7.Co chciałabyś zmienić na świecie ?
Jak wyżej.
8.Jak określiłabyś siebie w 3 słowach ?
Dziwna, dziwna, dziwna.. tak, chyba to tyle :D
9.Co jest twoim największym utrapieniem ?
Dużo rzeczy..
10.Twoje największe osiągnięcie ?
Gdyby jakieś było!
11.Czy odkąd zaczęłaś prowadzić blog , coś zmieniło się w twoim życiu  ?
Tak.


Your Dream :
1. Co cię nakłoniło do założenia bloga z opowiadaniem?
Tego? Sama się nakłoniłam xD
2. Możesz pojechać do jakiegokolwiek miasta na całym świecie, gdzie jedziesz ?
Stratford.
3. Przyjaźń czy miłość ?
Przyjaźń, bo jest trwalsza.
4. Jak zaczęła się twoja przygoda z One Direction ?
Pewien mały gnom (tak Ola, znowu o tobie) zaczął puszczać mi ich piosenki. Polubiłam, zaczęłam wyszukiwać o nich coraz więcej informacji i w sumie tak to się wszystko zaczęło ;d
5. Kręcą film na podstawie twojego życia, jakiego gatunku on jest ?
Komedia.
6. Ulubiona książka ?
Nie mam.
7. Czy kiedykolwiek płakałaś przez jakąś osobę ?
Tak. Wiele razy.
8. Spotykasz One Direction, jak się zachowujesz i co robisz ?
Pewnie wydukałabym coś na szybko i po prostu bym ich przytuliła.
9. Ulubiona pora roku ?
Lato i wiosna.
10. Jakie wartości są dla ciebie najważniejsze ?
Przyjaźń, zaufanie.
11. Czy te pytania nie były dla ciebie za trudne ?
HAHA, nie xD

theskiesarethereforyou.tumblr.com :
1.Jak masz na imię?
Klaudia
2.Ile masz lat?
     15
3.Ulubiony kolor?
Zielony i fioletowy.
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Directioners, Beliebers, Smilers, Lovatics
5.Co dostałaś pod choinkę?
Pieniądze.
6.Do której klasy chodzisz?
3 gimnazjum
7.Ile masz wzrostu?
175 cm
8.Masz rodzeństwo?
 Nie.
9.Ulubiona piosenka?
Nie mam.
10.Jaki masz kolor włosów ?
Brązowe.
11.Ulubiony zespół?
One Direction

Nataliia0927 :
1. Od kiedy prowadzisz swojego bloga ?
Tego? Od yy… czerwca? Tak, czerwca ;d
2. Którego chłopaka z 1D kochasz najbardziej za głos ?
Sama nie wiem, kocham głos każdego z nich.
3. Którą piosenkę z albumu "Up All Night" lubisz najbardziej ?
Everything about you.
4. Jak długo prowadzisz bloga ?
Ogólnie blogi prowadzę już od 3 lat, a tego prowadzę od czerwca.
5. Jaki jest twój ulubiony kolor ?
Zielony i Fioletowy
6. Co lubisz robić ?
Pisać, czytać, słuchać muzyki, spotykać się ze znajomymi ;d
7. Jaka jest twoja ulubiona piosenka ?
Nie mam.
8. Szanujesz dziewczyny chłopców ? (Taylor też się liczy :P)
Ugh! I tu mnie masz! A już chciałam napisać, że szanuję, a co najważniejsze uważam że są dla chłopaków idealne ;d a ty mi tu wyjeżdżasz z Taylor. No wiec w sumie, Tay mi nie przeszkadza sama w sobie, ale nie lubię jej przy boku Hazzy ;d
9. Czy odkąd poznałaś 1D twoim marzeniem jest podróż do Londynu ?
Zawsze nim była.
10. Jakie jest twoje ulubione danie ?
Spaghetti.
11. Za którego z chłopców chciałabyś wyjść za mąż i dlaczego ?
Haha, za Nialla. A dlaczego? Hmm.. BO TO NIALL! <3


Eleanor :
1.Co zmieniłabyś w swoim wyglądzie?
Nic, akceptuję siebie taką, jaka jestem :)
2.Kto jest Twoim ulubieńcem?
Nialler
3.Jakbyś miała chwile na porozmawianie z idolem to co byś mu powiedziała?
Że dziękuje mu za wszystko, a także za to, że dzięki niemu jeszcze nic sobie nie zrobiłam.
3.Zrobiłabyś coś głupiego jeśli nagrodą byłoby spotkać jednego z 1D?
Gdyby tylko jedną rzecz!
4. Co sądzisz na temat Larrego?
LARRY IS REAL! #TEAMBULLSHIT
5.Którą z dziewczyn najbardziej lubisz (Perr, El, Tay, Dan)?
Nie za bardzo trawię tylko Tay, reszta jest w porządku.
6.Ile masz lat?
15
7.Ulubiony film?
Nie mam.
8.Najpiękniejsza aktorka i aktor?
o_o
9.Ulubiona marka ciuchów?
Wszystko po trochu xD
10.Gdzie mieszkasz?
W małej miejscowości koło Poznania ;d
11.Co zmieniłabyś w swoim życiu?
Dużo rzeczy.

Jeżeli to teraz czytacie, to 
1. Dobrnęliście do końca (?!?! Nie warto było! xd)
2. Ominęliście to wszystko, bo Wam się nie chciało czytać (popieram! Mnie by się nie chciało! xD)

WIĘC:
Tak się składa, że nie można nominować osób, które nas nominowały, więc niestety nie wytypuję żadnego bloga :< 
Dobra, a co do nowego rozdziału, to: PISZE SIĘ! hahahah xD
Okey, to już na tyle ;d Pa, kocham Was ! <333 xx

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział 18


 Czarny Range Rower powoli ruszył spod mieszkania Johna. Siedząca w nim Ivy cały czas rozmyślała o tym, jaką niespodziankę przyszykował dla niej Harry. Nie miała ani jednego pomysłu, zupełnie nic. Co mogło jej się spodobać? Bo przecież tak twierdził Loczek. Może miała jakieś marzenie, które kiedyś przez przypadek powiedziała przy nim na głos? Nie, nie możliwe. Bynajmniej nic takiego sobie nie przypominała.
Minęli właśnie Big Bena i zaczęli kierować się na drogę wyjazdową z Londynu. Przebijające się przez chmury promienie słońca sprawiły, że Ivy musiała przymrużyć oczy. Uśmiechnęła się delikatnie. Zawsze uwielbiała, kiedy przyjemne ciepło padało na jej twarz.  
  -Powiesz mi gdzie jedziemy? – zapytała z zamkniętymi oczami, rozkoszując się słońcem.
  -Mówiłem.
Ivy spojrzała na niego z wyrzutem.
  -Wcale nie. Powiedziałeś tylko, że mi się spodoba.
Harry skierował wzrok na Collins. W jego oczach tańczyły iskierki.
  -No właśnie. – uśmiechnął się.
Dziewczyna odwzajemniła ten drobny gest. Nie mogła postąpić inaczej.
  -Nie lubisz niespodzianek? – zapytał.
Ivy zastanowiła się na odpowiedzią. Czy lubiła? Nie była pewna, jednak chyba…
  -Lubię.
 Szatyn uśmiechnął się delikatnie.
  -Tak więc jej sobie nie psuj.
 Dziewczyna przez chwilę mu się przyglądała, analizując w głowie cały ten dialog. Harry definitywnie ją zbywał. Tylko, że robił to tak uroczo, że nie mogła się na niego złościć. Te dołeczki w policzkach kiedy się uśmiechał po prostu ją rozbrajały.
  -Czy to oznacza, że mi nie powiesz?
  -Hmm… - chłopak udawał, że się zastanawia. Jednak Ivy wiedziała, że nie myśli o tym na poważnie. – Nie, zdecydowanie nie. – odparł.
  -Dobra. Jak chcesz. – Ivy założyła ręce na piersi. Choć niezbyt umiała grać, miała wrażenie, że teraz „obraza” jej wyszła.
Pomimo tego, że właśnie jechali najbardziej zatłoczoną ulicą Londynu, która prowadziła na drogę krajową, Harry odwrócił głowę w jej stronę. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że jest zdezorientowany.
  -Hej, tak naprawdę nie jesteś zła, prawda? – zapytał badawczym tonem.
Ivy walczyła z pokusą, żeby się nie uśmiechnąć. Jednak musiała być nieugięta! Jeżeli scena miała wyjść, nie mogła teraz zawalić.
 -Może. – odparła zdawkowym tonem
  -Nie jesteś! Wiem to. – powiedział, jakby chcąc ją przekonać do swojej racji.
  -A niby skąd? – zmarszczyła brwi.
  -Bo gdybyś była, teraz nie spojrzałabyś na mnie rozżalona, że trafiłem w sedno. – zaśmiał się.
Ivy na szybko przeanalizowała sobie to wszystko w głowie. Rozgryzł ją tak szybko! A przecież miała wrażenie, że teraz wyszło wiarygodnie. Dlaczego w liceum nie zapisała się do szkoły aktorskiej?!
  -Dobra, wygrałeś. – przyznała. – a teraz jedź już, bo zrobiliśmy niezły korek.
Szatyn zrobił zdezorientowaną minę i spojrzał w lusterko, a następnie na licznik, który wskazywał, że jadą pięć mil na godzinę.
  -No tak. Chyba musiałem nieco zwolnić.
To spostrzeżenie jak i zdziwienie Harry’ego sprawiły, że Collins zaczęła się śmiać. Tak po prostu. Nie minęła sekunda, a dołączył do niej również szatyn. Po samochodzie rozniósł się zaraźliwy rechot i to właśnie przez to przez kolejne pięć minut Ivy nie mogła przestać się śmiać. Pewnie trwałoby to dłużej, jednak przeszkodził im klakson samochodu jadącego za nimi.
  -Wiesz co? Może lepiej przyspiesz, bo zaraz dostaniemy mandat za zbyt wolną jazdę. Chociaż to w sumie jest chyba niemożliwe.
  -Louis dostał mandat za zbyt wolną jazdę, więc chyba wszystko jest możliwe. – odparł Harry. W tym samym czasie przyspieszył tak, że trąbiące samochody zostały w tyle. – Dobra, chyba taka szybkość im wystarczy. – uśmiechnął się.
  -Tak, chyba tak. – Collins odwzajemniła drobny gest.

                      *

Od incydentu z samochodem minęło już dobre pół godziny, cały czas byli w drodze, do celu zostało już tak niewiele, jednak Harry zaczynał się nudzić.
Ivy zasnęła, nawet nie wiedział kiedy. Przyłapał się już kilka razy, że się jej przygląda. Wyglądała tak pięknie i niewinnie kiedy spała. Miał potrzebę, żeby co chwilę zerknąć na nią choć na moment. Żeby się upewnić, że jest prawdziwa, a nie tylko jego umysł ją sobie wykreował.
Gdy Harry zauważył ten charakterystyczny niewysoki budynek, odetchnął z ulgą. Nareszcie byli na miejscu. Już niedługo pokaże Ivy swoją niespodziankę! Na samą myśl o tym, uśmiechnął się. Wiedział, że jej się to spodoba. Był tego pewny tak samo jak tego, że jego włosy się kręcą!
 Położył dłoń na ramieniu Collins i delikatnie nim potrząsnął.
  -Jesteśmy na miejscu. – powiedział i uśmiechnął się, kiedy Ivy otworzyła swoje zaspane oczy.
  -Zasnęłam?
  -Tak. – odparł szatyn.
Dziewczyna wyciągnęła ręce, chcąc się przeciągnąć. Jednak próba zakończyła się niepowodzeniem, bo jej dłonie uderzyły w coś twardego, a mianowicie głowę Harry’ego.
 Momentalnie się zerwała.
  -Przepraszam! Bardzo, bardzo! – prawie krzyknęła. – boli?
Styles zaśmiał się cicho.
  -Nie, nie boli. – odparł.
  -Na pewno? – przyjrzała mu się badawczym wzrokiem. Najwidoczniej mu nie wierzyła.
  -Gdyby mnie bolało, to uwierz, usłyszałabyś. – zapewnił Styles.
  -Dobrze, wierzę ci. – uśmiechnęła się a następnie rozejrzała się. – To gdzie ta niespodzianka? – poruszyła zabawnie brwiami, czym wywołała śmiech Harry’ego.
  -Jesteś w gorącej wodzie kompana. – stwierdził szatyn, cały czas wpatrując się w Ivy.
  -Nie mówiłam, że nie!
  -Jesteś niemożliwa! – Styles pokręcił głową z uśmiechem.
  -Czy to miał być komplement?
  -Przyjmijmy, że tak.
  -To w takim razie ty też jesteś niemożliwy. – odparła Collins.
Harry ukłonił się, jak przed jakąś królową.
  -Dziękuję, dziękuję. – powiedział szatyn z powagą. – Dobra, chodźmy już, bo mnie zadręczysz.
Ivy się wyszczerzyła.
Chłopak wyjął kluczyki ze stacyjki, otworzył drzwi i wyszedł z samochodu. To samo zrobiła dziewczyna.
  -Zamknij oczy. – poprosił Harry z delikatnym uśmiechem.
  -Obiecujesz, że gdy to zrobię, nie zostawisz mnie tutaj? – zapytała nieufnie.
Nie wiedział, skąd taka wizja przyszła Ivy do głowy. Jak mógłby ją zostawić? W ogóle sobie tego nie wyobrażał. Odpowiedź była prosta.
  -Obiecuję.
Collins posłusznie zamknęła swoje brązowe oczy. Harry walczył z pokusą, żeby ją przytulić. Wyglądała teraz tak słodko i niewinnie.
  -Chwyć mnie za rękę. – powiedział i podał szatynce swoją dłoń, a ta ją ujęła.
Powoli ruszył ku wybranemu wcześniej miejscu. Starał się tak kierować dziewczyną, aby ta nie wpadła na jakiś kamień albo konar, jednak kilka razy mu się to nie udało, co skutkowało głośnymi narzekaniami Ivy.
 Kilka minut później byli już na miejscu.
  -Możesz otworzyć oczy. – powiedział podekscytowany.
Dziewczyna wykonała polecenie. Gdy zobaczyła, co stoi tuż naprzeciwko niej, otwarła usta ze zdziwienia. Nie, to niemożliwe.
  -Czy to jest…? – wyjąkała.
Harry zerknął na obiekt.
  -Balon? Tak, raczej tak. Bynajmniej tak mi się wydaję. – posłał jej uśmiech. – możesz wykreślić kolejną rzecz ze swojej listy marzeń. – puścił jej oczko. – Nie pytaj. – dodaj, gdy Ivy chciała już coś powiedzieć.
W oczach dziewczyny momentalnie nagromadziły się łzy. Zakryła usta ręką, jak to miała w zwyczaju. Nie mogła uwierzyć w to, co zrobił Harry. Pomimo tego, że to widziała, po prostu nie wierzyła. To było jak jakiś sen, z którego zaraz się wybudzi. Na pewno…
 Harry spojrzał na nią z satysfakcją.
  -Podoba ci się?
Ivy przez chwile nie mogła znaleźć słów, by opisać to, jak się teraz czuła. Jednak jedno wiedziała na pewno. Była szczęśliwa. I to bardzo.
  -Jest… jest piękny! O mój Boże, Harry! Jest…. – ostatnie słowa utkwiły jej w gardle. Zdołała wydusić tylko jedno. – Dziękuję. – szepnęła i przytuliła chłopaka z całej siły. Chciała mu tym przekazać, co tak naprawdę czuła.
Gdy już go puściła, chłopak spojrzał na nią z czułością.
  -Cieszę się, że ci się podoba. To co… gotowa na przejażdżkę? – spytał kładąc rękę na koszu.
Ivy uśmiechnęła się szeroko.
  -Tak. I to nawet bardzo.

                                                         ~~***~~
Jest kolejny :D Tak jako prezent, który dedykuję mojemu kochanemu gnomowi, Oli <3333
Nie będę tu się teraz rozpisywać, chciałabym Wam tylko życzyć zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w miłej i rodzinnej atmosferze! <33 Kocham Was wszystkich! <333

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 17


Mijały kolejne dni, dni pełne płaczu i wspominania przez Ivy swojej matki. Nie wiedziała, dlaczego to robiła. Może miała nadzieję, że ciągłe przypominanie sobie o zmarłej kobiecie sprawi, że ból minie? W takim przypadku nie miała racji. Rana rozdrapywana na nowo bolała jeszcze bardziej. A co było najgorsze? Że nic nie można było z tym zrobić. Nawet jeśli by się bardzo chciało.
Od spotkania po pogrzebie nie widziała się z Harrym ani razu. Nie dzwonił, nie pisał, nie dawał jakiegokolwiek znaku. Jednak Ivy też się do niego nie odzywała. Nie chciała się narzucać. Przecież chłopak miał też swoje życie, nie musiał rzucać wszystkiego dla niej. Bo przecież była tylko i wyłącznie jego koleżanką.

  *

Harry zaklął głośno, kiedy po raz kolejny zamiast odebrać, Mark odrzucił połączenie. Co było takie ważne, że nie mógł nadusić tego cholernego klawisza? Rozmowa z Harrym zajęłaby mu ile? Dziesięć minut? Może nawet nie. Jednak nie wiedział przyczyny nie odbierania przez mężczyznę telefonu, nie chciał wiedzieć. Łudząc się, jeszcze raz wybrał numer przyjaciela i w skupieniu wsłuchiwał się w sygnał. Jeden. Dwa. Trzy. Nic. Harry już chciał zakończyć próbę połączenia, kiedy to Mark odebrał. Na szczęście.
  -Tak? – zapytał typowym dla niego, zachrypniętym głosem.
  -Długo jeszcze miałem czekać? – warknął zdenerwowany Styles. Nie wiedział dlaczego, ale ostatnio wszystko doprowadzało go do złości. Nawet to, że mężczyzna cztery razy pod rząd nie odebrał telefonu. Pewnie jeszcze tydzień temu skomentowałby to głośnym westchnieniem albo po prostu by sobie odpuścił. Jednak nie teraz, nie gdy sprawa była tak ważna. Bynajmniej dla niego.
  -A co by ci się stało, gdyby faktycznie? – fuknął Mark, wyraźnie zirytowany postawą swojego przyjaciela.
  -Obiecałeś mi coś…
  -Wiem i nadal o tym pamiętam. Jednak to wymaga czasu. Uwierz, to nie taka łatwa sprawa, jak ci się wydaje.
Szatyn westchnął głośno i przymknął oczy.
  -W takim razie ile czasu ci to jeszcze zajmie? – potarł z rozdrażnieniem czoło, mając nadzieję, że nie za długo.
  -Hmm… niech pomyślę. Może udałoby się jeszcze na dzisiaj, ale jeżeli już w ogóle, byłby to późny wieczór.
  -Lepiej jutro z rana. – powiedział. – a co do zapłaty to przy odbiorze? Pasuje ci? Bo jeżeli nie, to zaraz mogę do ciebie podjechać.
  -Nie, może być.
  -Dzięki. To do zobaczenia jutro pod twoim domem.
  -Okey.
Jeszcze zanim zdążył się zorientować, Mark nadusił czerwoną słuchawkę. Widząc, że połączenie zostało zakończone, wsunął telefon do kieszeni.
 Sam nie wiedział, co ma ze sobą teraz zrobić. W sumie przydałoby się poszukać jakiegoś dogodnego miejsca, najlepiej na przedmieściach. Gdzieś, gdzie nie będzie zbyt dużo ludzi. A co mu przeszkadzało, żeby nie zrobić tego teraz? I tak ostatnio wystarczająco się wynudził siedząc w domu.
 Zakładają pierwsze lepsze buty, wyszedł z mieszkania i pospiesznie skierował się do garażu po auto. Anne była dzisiaj u jakiejś znajomej, która mieszkała w innym mieście, więc bez przeszkód mógł po prostu wyjść, bez tłumaczenia się. Dzięki Bogu. Pewnie kobieta zadawałaby masę pytań.
 Gdy czarny Range Rover odpalił cicho, Harry wyjechał nim z pomieszczenia. Następnie zamknął garaż i ponownie zasiadając za kółkiem, ruszył do bramy głównej. Już kilka minut później mknął ulicami Londynu.

*

Ivy nie miała co ze sobą zrobić. Błądziła po całym domu jak duch dziewczyny, którą była kiedyś. Jej twarz była chorobliwie blada, a worki pod oczami jeszcze bardziej to podkreślały. Straciła cały zapał do życia, którego kiedyś mogła pozazdrościć jej nie jedna osoba. Jednak nie ma co tu się dziwić. Straciła mamę. Jedyną osobę, którą (poza Johnem) kochała tak mocno. Bardzo to przeżyła. Jednak wmawiała sobie, że nie powinna się dołować. Że Jamie pewnie nie chciałaby widzieć jej smutnej. To trochę podnosiło ją na duchu. Kilka razy nawet się uśmiechnęła. Jednak później, kiedy zaczęła sobie zdawać sprawę, w jakiej sytuacji się znajduje, nie mogła pohamować łez. Obecność Johna tuż obok niej dużo jej dawała. Wiedziała, że ma koło siebie kogoś, komu na niej zależy, więc teoretycznie nie jest sama. Jednak czuła, że było zupełnie inaczej.
Przyszedł pierwszy sierpnia. Minął już miesiąc od pobytu Ivy w Londynie, jednak dziewczyna miała wrażenie, że tak niedawno tu przyjechała. Tak niedawno, a tak dużo już się wydarzyło…
 Cóż, dzień jak to dzień, zapowiadał się przeciętnie. Pewnie znów do południa spędziłaby go w łóżku a potem chodziła by po domu bez żadnego celu. Jednak nie. A dlaczego? Bo ktoś inny ułożył grafik na ten dzień za nią.
 Zaczęło się od zwyczajnego pukania do drzwi. Dziewczyna nie przejęła się tym za bardzo, pewnie była to kolejna osobą próbująca sprzedać czajnik za atrakcyjną cenę albo coś w tym stylu. Ona nie ruszyła się z miejsca, więc John bez żadnego entuzjazmu poszedł otworzyć. Gdy tylko drzwi się uchyliły i gość wymówił pierwsze słowa, Ivy momentalnie, bez żadnej trudności, rozpoznała osobę na zewnątrz. Ten zachrypnięty głos mógł należeć tylko i wyłącznie do Harry’ego.
  -Dzień dobry. Jest Ivy?
  -Tak... tak jest. Proszę, wejdź. – powiedział tata dziewczyny. – Ivy, masz gościa. – dodał, choć i tak nie potrzebnie bo Collins wszystko już słyszała.
Styles wszedł do środka i spojrzał na szatynkę. Jego oczy rozbłysły nagłym blaskiem, kiedy tylko ją zobaczył. Ivy też nie zareagowała obojętnie. Jej żołądek momentalnie związał się w supeł, a bicie serca przyspieszyło. A co było najgorsze? Że w ogóle nie miała nad tym panowania.
 John zdając sobie sprawę z tego, jak wygląda sytuacja, szybko i niepostrzeżenie wymknął się z kuchni. Nie chciał przeszkadzać.
Harry uśmiechnął się delikatnie.
  -Hej.
Szatynka odwzajemniła drobny gest, kąciki jej ust uniosły się minimalnie do góry. Jednak Stylesowi to wystarczyło. Najważniejsza była świadomość, że sprawił, że się uśmiechnęła. Choć trochę.
  -Hej.
  -Jesteś zajęta? – zapytał nieśmiało.
Dziewczyna już chciała odpowiedzieć, że tak, ale prawdę mówiąc nie była. Nie chciała kłamać. Nie jemu.
  -Nie, raczej nie.
  -To może chciałabyś gdzieś ze mną pojechać?
  -Co masz na myśli?
  -Niespodzianka. – odparła i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Ivy spojrzała na niego, próbując go rozgryźć. Jednak wiedziała, że pewnie jej się nie uda. Nigdy nie była dobra w te klocki.
  -No nie wiem…
  -Zgódź się, proszę.
Szatynka przygryzła jedną wargę. Nie była pewna czy chciała gdzieś jechać. Nie chodziło o Harry’ego. W ogóle ostatnio nie chciało jej się nigdzie ruszać. Wolała siedzieć w domu, zamknięta w swoich czterech ścianach. Nawet jeśli oznaczało to, że myśli o mamie będą ją dosłownie ją bombardować.
  -Spodoba ci się. – zapewnił chłopak, widząc, że Ivy nie może się zdecydować.
  -Obiecujesz? – zapytała z delikatnym uśmiechem.
  -Zdecydowanie.
Collins głośno przełknęła ślinę.
Co jej szkodziło? Wątpiła, żeby z Harrym źle się bawiła. To było niemożliwe. A poza tym przecież musiała kiedyś wyjść, dobrze to wiedziała. Więc dlaczego nie dzisiaj? Dlaczego nie z nim?
  -Dobrze. – oznajmiła.
Tym jednym słowem sprawiła, że oczy Harry’ego rozbłysły.

                                                        ~~***~~
~Wiem, wiem, wiem... Dawno nie było rozdziału.. Jednak na swoją obronę mam kochanego Plusa, który stwierdził że nie jest mi potrzebny internet -,- No ale najważniejsze, że już mu się odwidziało :D
~Pod poprzednią notką dostałam 10 (!) nominacji do Liebster Award, za co bardzo, ale to bardzo Wam dziękuję <33 Jednak odpowiedziami na pytania zajmę się dopiero w święta :d
~Bardzo bym Was prosiła o komentarze, bo chciałabym poznać Waszą opinię na temat tego rozdziału :D
No, to chyba już koniec mojego "monologu" xD haha :D
Do następnej <3

piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 16


Gdy tylko cały świat dowiedział się, co jeden z członków One Direction, Harry Styles robił w mieszkaniu na obrzeżach miasta, emocje opadły. Bo co robił? Według oficjalnej wersji był u wujka w odwiedziny (John przystał na to bez problemu). Nic nadzwyczajnego, nie było czym się interesować. Bo przecież każdy ma rodzinę, którą od czasu do czasu odwiedzał. Tyle, że to nie była jego rodzina i dziwnie się czuł z tym, że okłamuje fanów zespołu.

Nadszedł czwartek. Niby zwykły dzień, jednak dla Ivy Collins był on najtrudniejszym w całym jej osiemnastoletnim życiu. A dlaczego? Bo właśnie dzisiaj miał się odbyć pogrzeb jej mamy. Jej kochanej mamy, którą straciła niespełna kilka dni temu, a tak bardzo już jej brakowało. Myśl, że rodzicielka już nigdy jej nie przytuli, nigdy z nią nie porozmawia, czy chociażby na nią nakrzyczy sprawiała, że łzy same napływały jej do oczu.
 Dziewczyna gdy tylko wstała i spostrzegła, że nie ma zbyt dużo czasu, od razu poszła się szykować. Choć tak naprawdę nie musiała za dużo robić, nie chciała się stroić. Postanowiła, że w ogóle nie będzie się malować, nie miała takiej potrzeby. Włosy też miały pozostać nietknięte, czyli rozpuszczone. Ubrała pospiesznie czarną bluzkę i tego samego koloru spodnie i zeszła na dół, do kuchni, gdzie John siedział już na krześle wyszykowany do wyjścia.
  -Gotowa? – zapytał jej ojciec, patrząc na nią z troską.
  -Nie. – odparła cicho i momentalnie spojrzała na swoje stopy. – A ty?
  -Też nie.
  -Ale musimy jechać. – mruknęła.
  -Wiem.
John wstał z krzesła i objął Ivy ręką. Już minutę później obaj siedzieli w samochodzie.

                       *

Na pogrzebie zjawiło się znacznie więcej ludzi, niż rodzina zmarłej by przypuszczała. Każdy kto chociażby raz rozmawiał z Jamie, przyszedł na ostatnie pożegnanie z kobietą.
 Po wielu kondolencjach, Ivy i John ruszyli do kościoła, gdzie usiedli w pierwszej ławce. A co było najgorsze? Że swoje miejsca mieli tuż naprzeciw otwartej trumny, w której leżała jej mamusia. Dziewczyna nie była w stanie zmusić się, aby tam spojrzeć. Wolała już przyglądać się swoim stopom niż widzieć martwe ciało osoby, którą tak bardzo kochała.
 Ksiądz rozpoczął msze, z której później i tak nie pamiętała ani jednego słowa. Za bardzo koncentrowała się nad tym, aby z jej oczu nie popłynęły łzy. Jednak nie minęła minuta, a już złamała swoją obietnice, że się nie rozpłacze. Słona woda ciekła po jej policzkach i nie mogła nic z tym zrobić. Nie chciała nic z tym zrobić. Odczuwanie smutku i płacz były ludzką cechą.
 Gdy msza się skończyła, czwórka mężczyzn ubranych na czarno podeszła do trumny, zamknęła i podniosła ją a następnie zaczęła wychodzić z kościoła. Ivy chciała zerwać się ze swojego miejsca i podbiec do nich, aby przytulić swoją rodzicielkę. Jednak stanowcza ręka Johna położona na jej ramieniu sprawiła, że się powstrzymała.
 Po mężczyznach, z kościoła zaczęła wychodzić reszta ludzi. Czuła na sobie współczujące spojrzenie każdego z nich. Nie chciała tego. Nie chciała, bo tak naprawdę żaden z nich nie zdawał sobie sprawy jaki ból teraz odczuwała.
 Gdy jako pierwsza z Johnem podążała za trumną, niekontrolowanie z jej oczu pociekły łzy, które już po chwili zostały starte przez jej ojca.
  -Nie płacz. – szepnął.
  -To nie takie proste.
  -Wiem.
  -Nigdy jej już nie zobaczę. – załkała brązowowłosa.
 John spojrzał na nią z troską.
  -Zawsze będzie przy tobie. W twoim sercu.

                         *
Gdy pogrzeb się skończył, Ivy i John pojechali do domu. Niebyli świadomi tego, że Harry Styles siedział przy grobie matki dziewczyny i wpatrywał się w tabliczkę z imieniem i nazwiskiem pani Collins. Właściwie to nie wiedział, co tu robi. Nie była to jego krewna ani chociażby znajoma. Jednak była bardzo bliska Ivy i to mu wystarczało mu, aby przesiedzieć tu kilka godzin tuż po pogrzebie. Teraz nie martwił się tym, że mogą go znaleźć paparazzi. Zresztą, pewnie by tu nawet nie zaglądali. Wątpił też by znajdujący się tutaj ludzie, dali im o tym informacje. Jeżeli byli na tym cmentarzu, pochowali tu jakiegoś krewnego. Nie mieliby głowy do łatwego zarobku, jakim były media.
 Zaczęło padać. Jednak Harry nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Całą swoją uwagę skupiał na tabliczce.
  -Powiedz mi co mam zrobić, aby pomóc Ivy.
Wiedział, że to nic nie da. Ale coś go tu trzymało. I to samo coś kazało mu prosić zmarłą kobietę o radę.
 Przymknął na chwilę oczy.
Krople deszczu ciekły mu po policzkach, skapywały po brodzie. Czuł, że robi się coraz bardziej mokry, a włosy przyklejają mu się do twarzy.
 Nagle, jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki, zobaczył obraz. Z początku niewyraźny, z upływającymi sekundami stawał się coraz bardziej dokładny. Siedział z Ivy na jakiejś polance. Rozmawiali. Szatynka co jakiś czas wybuchała głośnym śmiechem, tak bardzo zaraźliwym, że i on nie mógł się powstrzymać. Na pierwszy rzut oka było widać, że dziewczyna jest szczęśliwa. To on ją uszczęśliwiał.
Właśnie wtedy zrozumiał, co ma zrobić. To samo doradzał mu Louis. Miał być przy niej i sprawiać by się śmiała, by była szczęśliwa. Nic więcej nie potrzebowała. Wystarczy jej ktoś, kto ją pokocha tak, jak jej mama albo John.
 Szatyn otworzył oczy i jeszcze raz zerknął na tabliczkę.
  -Dziękuję. Naprawdę, bardzo dziękuję. – szepnął.
Zerwał się wiatr. Tak, jakby pani Collins chciała mu odpowiedzieć. Kąciki jego ust uniosły się delikatnie do góry. Chwilę później wstał i odszedł od grobu matki dziewczyny, którą kochał.

                                   *

Rozległo się głośne pukanie do domu Johna. Ivy leniwie podniosła się z fotela i powłócząc nogami ruszyła do korytarza. Następnie otworzyła drzwi. Widząc całkiem przemoczonego Harry’ego, zmarszczyła brwi.
  -Coś się stało? – zapytała cicho.
Szatyn spojrzał na nią zdezorientowany, jednak gdy zrozumiał, że chodzi o to, że nie ma na sobie suchej nitki, machnął ręką.
  -A to, to nic takiego. Jak się czujesz?
  -A jak mogłabym się czuć? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
  -No tak. – szatyn spochmurniał. – Przepraszam, nie powinienem przychodzić. Nie dzisiaj. - mruknął cicho.
  -Nie, w porządku. Cieszę się, że jesteś. Wejdziesz?
Serce Harry’ego zabiło mocniej, kiedy usłyszał te słowa. Pojawiła się iskra nadziei.
Szatyn przekroczył próg domu.
  -Napijesz się herbaty? – zapytała Ivy. – Właśnie sobie robiłam.
  -Uhm.. tak.
Usiadł na krześle i przyglądał się, jak szatynka porusza się po kuchni. Jej ruchy były takie delikatnie w porównaniu z jego. Gdy Harry robił sobie śniadanie albo zwykłą kawę, cierpiała na tym szklanka. Natomiast Ivy obchodził się ze wszystkim delikatnie, z gracją. Jakby bała się zrobić jakiś gwałtowny ruch.
 Gdy dziewczyna zrobiła już herbatę, położyła ją przed Harrym. Sama usiadła naprzeciwko niego z kubkiem w ręce.
  -Widziałam cię dzisiaj na pogrzebie.
  -Chciałem pożegnać twoją mamę. – powiedział, jednak już po chwili tego pożałował. Po policzku Ivy zaczęły płynąć łzy. Odłożyła kubek na stole, wstała i ruszyła do pokoju. Gdy odchodziła, Harry widział jak trzęsą jej się ramiona. Szlag! Dlaczego powiedział coś takiego?! Musiał bardziej uważać na słowa.
 Szybko wstał i podszedł do niej.
  -Ivy, przepraszam. Nie chciałem.
  -To nie twoja wina. – powiedziała cicho. – to ja na wszystko związane z mamą reaguję płaczem. – łzy ponownie zaczęły gromadzić się w jej oczach.
  -A właśnie, że moja. Nie powinienem mówić takich rzeczy, na kilka dni po… no wiesz. – mruknął. – jeszcze raz przepraszam.
Dziewczyna odwróciła się do niego. Nos miała cały czerwony, a policzki mokre od łez.
  -W porządku. – szepnęła, szatyn wiedział, że kłamie. Nic nie mogło być w porządku. Nie teraz. Nie po tym, co przeszła.
Harry’ego znowu ogarnęło poczucie winy. Nie mógł patrzeć na tak skrzywdzoną Ivy.
Z początku uznał, że to zły pomysł, jednak już chwilę później, odrzucił ten tok myślenia i przytulił dziewczynę. Sądził, że ta odsunie się od niego. Jednak nic takiego nie zrobiła. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się w niego wtuliła. Tak, jakby był kimś dla niej ważnym. I to właśnie sprawiło, że poczuł jak jego serce przyspiesza.


                                                             ~~***~~
No cześć :D Tak jak obiecałam, dzisiaj pojawił się rozdział :) Tak, wiem, nie należy on do najdłuższych i mam nadzieję, że mi to wybaczycie :D Wybaczycie? xD
Dooobra, nie będę się tu rozpisywać, ale mam do Was jedną sprawę. Chciałabym Was prosić o to, aby każdy kto przeczyta ten rozdział, skomentował go, bo bardzo, ale to bardzo zależy mi na Waszej opinii :D
okey, to na tyle :P
paa, do następnej notki :d